niedziela, 26 października 2014

Wspomnienia z pielgrzymki do Medjugorie 2014 r.

Z wielkim wyczekiwaniem nastał dzień 24 sierpień roku pańskiego 2014. Dzisiaj ruszamy do naszej Matki w Medjugorie. Punktualnie o godzinie szóstej rano podjechał do Swarzewa autokar. Zapakowaliśmy się i ruszyliśmy w dalszą drogę. W tym roku niewielu było pielgrzymów z okolic półwyspu helskiego. Znaczną część pątników zebraliśmy po drodze. W kolejnych miejscach dosiadali się następni pielgrzymi: Reda, Rumia, Gdynia, Gdańsk, autostrada, Łódź, Częstochowa i Kalwaria Zebrzydowska. Zawsze jest tak, ze ten pierwszy dzień jest dniem organizacyjnym. Zebranie pątników wymaga czasu. Dzień rozpoczęliśmy modlitwą, później Godzinki, krótka konferencja - w końcu to "Rekolekcje w drodze".

Po południu prawie wszyscy pątnicy byli już w autokarze, jeszcze dwie osoby i będzie komplet. Jak to mamy w zwyczaju zajeżdżamy do Wadowic. Od samego początku naszego pielgrzymowania Jan Paweł II nam towarzyszy. On, ukochany Syn Maryi - nasz orędownik w gronie świętych w Niebie. Niestety, tym razem Wadowice przywitały nas zachmurzonym niebem i chłodem.

Fot. Justyna i Artur

Po godzinnym postoju ruszyliśmy w krótką trasę do Kalwarii Zebrzydowskiej. Sprawne rozdanie kluczy i chwila dla ciała. O godzinie 20.00 odprawiona została Msza Święta. 





Pięknie jest gdy odprawia Mszę Świętą trzech kapłanów. Jak zawsze podczas naszych pielgrzymek jeden z Ojców odprawiał Najświętszą Ofiarę w intencji wszystkich uczestników pielgrzymki.

Po wspólnej Eucharystii udaliśmy się do Kaplicy Cudownego Obrazu na wieczorny Apel.






25.08.2014

Kolejny dzień naszego pielgrzymowania. Już jesteśmy wszyscy w komplecie. Rano została odprawiona Msza Święta wspólna w Kaplicy Cudownego Obrazu. Słowo Boże wygłosił miejscowy Ojciec. Umocnieni Bożym Słowem poszliśmy na śniadanie. Każdy z pielgrzymów otrzymał suchy prowiant. Spakowani, z uśmiechem na ustach ruszyliśmy autokarem do Ludbregu.
Jak zawsze dzień rozpoczęliśmy wspólną modlitwą, śpiew godzinek, katecheza, przedstawienie się, tak abyśmy się nawzajem poznali. W końcu będziemy tworzyć jedną wielką chrześcijańską rodzinę.
Godzina za godziną, kilometr za kilometrem przybliżał nas do Ludbregu. W drodze stanęliśmy na dłuższy postój pod granicą z Węgrami. Brat z Sierakowic poczęstował nas swojskim chlebem z masłem, pachnącym kaszubskim piecem do wypieku chleba.




Posileni ruszyliśmy dalej. Przejazd przez Węgry, jeden z naszych bratnich narodów, tak bardzo dziejowo nam bliski. Bliski także poprzez ojców Paulinów, którzy przybyli z Czarną Madonną właśnie z Węgier. Ojciec Mieczysław przybliżył nam tą jakże piękną historię zakonu paulińskiego. W podziękowaniu za Paulinów o. Mieczysław na jednym z postojów ucałował ziemię węgierską.


Przejechaliśmy granicę Węgier z Chorwacją. Jeszcze kilkanaście kilometrów pozostało do Ludbrega. Około godziny osiemnastej zajechaliśmy do celu naszej podróży. Zjedliśmy obiadokolację, rozdaliśmy kluczę i czas wolny. Należą tutaj się słowa uznania dla naszych pielgrzymkowych braci, którzy z wielką pokorą i poświęceniem pomogli siostrom we wnoszeniu bagaży.
Piękny był wieczór, pogodny i w miarę ciepły. Część pielgrzymów poszła z Markiem zwiedzać Ludbreg, część usiadła na ryneczku. Czas wolny, zasłużony odpoczynek po całodziennej jeździe.

W tym roku Maryja po raz pierwszy zaprosiła z nami aż 28 pielgrzymów - jeszcze nigdy nie jechało z nami tylu pierwszaków, po raz drugi - 7; jechały również osoby po raz 5, 6, 9 i 12.

26.08.2014

Nastał już trzeci dzień naszego pielgrzymowania. O godzinie 7.30 została odprawiona Msza Święta razem z drugą grupą, która już wracała z Medjugorie do Polski. Zawsze przeżywam tą Mszę odprawianą w Ludbregu. Relikwie Krwi Chrystusa w lewej nawie cały czas przypominają o tym co dzieję się podczas Mszy Świętej, o tym cudzie nad cudami.




Po Mszy Świętej ks. Zbigniew zaprosił pielgrzymów do wspólnego odmówienia Litanii do Krwi Chrystusa oraz zawierzenia się Przenajdroższej Krwi Jezusa Chrystusa. Był to z całą pewnością jeden z milowych kamieni na naszej drodze ku Matce Królowej Pokoju w Medjugorie. Akt ten zapewne, wielu z nas, zapadł głęboko w pamięć oraz nasze serca.



Po zawierzeniu przeszliśmy szybko na śniadanie po którym ruszyliśmy w dalszą drogę.

Kościół w Ludbregu
Podczas moich rozmów z ks. Zbigniewem bardzo często, gdy opowiadał o Chorwacji, wskazywał na miasteczko nieopodal Ludbregu - Varaźdin. Urokliwe, niewielkie miasto, uchodzące za centrum kulturalne północnej Chorwacji. W tym roku udało się nam za namową ks. Zbigniewa i (bym zapomniał) Marco Polo zwiedzić to przepiękne miasteczko. Trafiliśmy akurat na dni Varaźdinu, które są obchodzone bardzo hucznie i kolorowo. Marco Polo, na którego zawsze możemy liczyć podczas naszego pielgrzymowania, oprowadził pielgrzymowiczów po urokliwym miasteczku.




Przeszliśmy od miejscowego zamku przez kręte ulice Starego Miasta do Katedry. 



Sam Veraźdin, jego stara część jest warta zwiedzenia. Piękne kolorowe domy, zmoczony przelotnym deszczem kamienny bruk, kwitnące w oknach malownicze kwiaty - wszystko to czyni to miasteczko niezwykle barwnym i ciekawym miejscem. Polecam również skosztować tutejszą kawę. Jej niesamowity aromat oraz sceneria małych kafejek jest niewątpliwie tutejszą atrakcją. Ba, Marko Polo twierdził, że tutejszą kawę można jedynie porównać z kawą serwowaną we Wiedniu. Jak jest naprawdę? Sami musicie sprawdzić. 

Czas ma to do siebie, że szybko mija. Trzy godziny przeznaczone na to jakże urocze miasteczko szybko minęły. Ruszyliśmy dalej w drogę do Medjugorie. Przejechaliśmy prawie całą Chorwację aby sto kilometrów za Splitem wjechać na nowe przejście graniczne z Bośnią i Hercegowiną. Stąd już przysłowiowy skok do Medjugorie.

Już z daleka widzieliśmy dwie wieże kościoła w Medjugorie, dojechaliśmy do celu naszego pielgrzymowania, do Mamy "O Maryjo witam Cię, o Maryjo kocham Cię! Już po raz któryś wjeżdżaliśmy do tego miejsca i za każdym razem to samo wzruszenie, ta sama radość. Nasza gospodyni czekała na nas z obiadokolacją. Odmówiliśmy wspólnie modlitwę przed jedzeniem, nasi Ojcowie pobłogosławili posiłek i łyżki poszły w ruch. Po posiłku rozdaliśmy kluczę, jak zawsze była to "Boża loteria". Nigdy nie zna się do końca pielgrzymowiczów, dlatego zazwyczaj dopasowuje się plus minus wiekiem osoby do pokoi. Wielu pielgrzymowiczów na koniec pielgrzymki stwierdza, iż w tym wszystkim działa Duch Święty. Bardzo często tworzą się w ten sposób przyjaźnie trwające wiele lat.

27.08.2014

Był to kolejny dzień naszego pielgrzymowania. Rano wspólnie zjedliśmy śniadanie i wyszliśmy do Wspólnoty Cenacolo na świadectwo. Samochodem od naszej gospodyni dowiozłem na miejsce osoby, które miały problemy z poruszaniem się i punktualnie o godzinie dziewiątej chłopacy z Cenacolo opowiedzieli świadectwo swojego życia. Wielu z nas było zaskoczonych ich otwartością i tym wszystkim co Bóg zdziałał poprzez dzieło s. Elwiry w ich życiu. Takich świadectw w tej wspólnocie słyszałem już wiele ale za każdym razem jestem tak samo pozytywnie zaskoczony wielką miłością naszego Boga do nas. Każde świadectwo zapada gdzieś głęboko w pamięć. Pozostaje zawsze ta sama myśl: "Jeżeli tylko chcesz".

Fot. Justyna i Artur

Po świadectwie dokonaliśmy zakupu pamiątek w sklepiku wspólnoty, złożyliśmy podziękowania i prośby do Maryi i ruszyliśmy dalej. Zeszliśmy do medjugorskiego zamku, licząc na mały cud, ze Nancy zgodzi się i złoży nam swoje świadectwo. Nie zawiedliśmy się, jak zawsze uśmiechnięta Nancy na hasło Polska zgodziła się powiedzieć do nas kilka słów. Na wielu twarzach pojawiły sie łzy, gdy z wielkim wzruszeniem mówiła o swoim i swojego męża nawróceniu, gdy przestrzegała nas Polaków, przed łatwizną, zejściem ze ścieżek Pana. W końcu gdy nas prosiła, nas jako Polaków, abyśmy pozostali wierni Matce Najświętszej i Panu Bogu. Słowa jej brzmiały w naszych uszach taką wymową jakbyśmy byli ostatnim bastionem wiary w Europie.
Fot. Justyna i Artur



Po świadectwie odmówiliśmy Anioł Pański, nowennę do Świętego Michała Archanioła i po drodze witając się z Patrykiem poszliśmy do polskiej oazy. W tym dniu było dużo świadectw ale myślę, że warto było poświęcić te kilka godzin ze swojego życia aby usłyszeć historie z życia wzięte. W polskiej oazie usłyszeliśmy świadectwo z nawrócenia się i zrozumienia grzechu aborcji. Dzieci nienarodzone, aborcja, odrzucenie, poszanowanie ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci było tematem tamtego spotkania.

Fot. Justyna i Artur

Myślę, że wielu z nas w tym dniu usłyszało świadectwo skierowane bezpośrednio do niego. Może właśnie tylko dla tego świadectwa przyjechałeś, w tym roku, waśnie tutaj, do Królowej Pokoju. To jest już tajemnica, która dokonuje się w Twoim sercu.

Fot. Justyna i Artur

Po świadectwie poszliśmy poprzez łąki i pola do Medjugorie na obiad. Wspólny posiłek i wspólna modlitwa go poprzedzająca jest bardzo ważna dla pielgrzymkowej wspólnoty. To tak jak w domu rodzinnym gdzie ojciec na wspólnej wieczerzy gromadzi swoje dzieci i znakiem krzyża rozpoczyna posiłek, tak i tutaj gromadziliśmy się wokół wspólnego stołu tym samym tworząc wspólną wielką rodzinę chrześcijańską. W tym miejscu proszę Was, moi drodzy aby nie spóźniać się, gdziekolwiek będziecie, na wspólny posiłek. Tutaj nie tylko chodzi o wzajemny szacunek ale o wspólną rodzinę chrześcijańską gdzie jeden jest odpowiedzialny za drugiego. Wspólnie zakreślony znak krzyża daje nam, chrześcijanom, nie tylko siłę ale przede wszystkim Boże błogosławieństwo, a tym samym stajemy się znakiem dla świata. Czasami trzeba zrezygnować z własnego JA, przełamać się, spróbować dopasować do pozostałych, spytać się siebie samego jak w tej konkretnej sytuacji zachowałby się Chrystus?

Po posiłku Marco Polo oprowadził pierwszaków po Medjugorie. Godzinny spacer pozwolił na zorientowanie się w topografii terenu. Z całą pewnością dla tych co byli po raz pierwszy w Medjugorie taki spacer był niesamowitą pomocą, a i barwne opowiadanie Marka jest jak zawsze cenną wskazówką w poruszaniu się po najbliższej okolicy. Tutaj także należą się podziękowania dla Marka, który od samego początku wspiera nas swoją wiedzą i osobą. Dzięki Marku i niech Ci i Twojej rodzinie Bóg błogosławi.

Wieczorem poszliśmy na plac aby uczestniczyć w wieczornym programie parafii.

28.08.2014

Rano zjedliśmy śniadanie i wyszliśmy na wspólny różaniec na Podbrdo. W nocy padało dlatego poszliśmy przez wioskę Bijakovici. Naszych kochanych niepełnosprawnych zawiozłem taksówką pod błękitny krzyż aby razem z nami mogli modlić się na różańcu. W ten sposób zabraliśmy ich w naszych sercach na sam szczyt, do miejsca gdzie ukazywała się Najświętsza Maryja Panna.

Monika wpadła na pomysł aby kupić figurkę Maryi aby każdy kto tylko chce mógł nieść Ją od tajemnicy do tajemnicy. Trzymając w ręku Matkę szliśmy pomału w górę, odmawiając różaniec i rozważając najświętsze tajemnice.


Tajemnice przerywał nasz śpiew Ave, Ave. Stopa za stopą, kamień po kamieniu przesuwaliśmy się w górę. Rozważania zapadały w głębie serca. Na chwilę zatrzymaliśmy się również przy krzyżu gdzie Maryja w drugim dniu widzenia ukazała się z krzyżem i powiedziała: Pokój, Pokój, Pokój.


Różaniec święty jest modlitwą która odstrasza złe duchy. Przepięknie poprowadzona przez naszych zakonników z całą pewnością zapadła głęboko w nasze serca.


Ostatnim etapem naszej modlitwy różańcowej było miejsce objawień. Każdy w ciszy polecał Maryi swoje dzienne sprawy. Te małe i te wielkie. Te na które mamy jeszcze siły i te które już nas przerosły. Wstawiaj się za nami Maryjo. Dziękujemy Ci o Matko nasza!




Zeszliśmy z Góry Objawień pod Błękitny Krzyż. Tam każdy kto chciał mógł przyjąć kapłańskie błogosławieństwo. To błogosławieństwo jest już naszą tradycją. W tym szczególnym miejscu prosiliśmy Boga aby przez ręce swoich umiłowanych synów pobłogosławił każdego z nas, a przez nas nasze rodziny. Niech Boże błogosławieństwo przez nas, żywych świadków miłości Bożej idzie na cały świat.



Jak zawsze w tym miejscu i obcokrajowcy poprosili o błogosławieństwo z rąk kapłanów. Czasami jest aż głupio, że trzeba odmówić rosnącej kolejce spragnionych błogosławieństwa wiernych. Z jednej strony jesteśmy ograniczeni czasem, z drugiej zaś nasi kapłani nie mają pozwolenia proboszcza miejsca aby publicznie błogosławić wszystkich potrzebujących. Patrząc na te siostry i braci w Panu spragnionych kapłańskiego błogosławieństwa dziękuje Bogu, że mieszkam właśnie tutaj nad Wisłą, że mam na co dzień kapłanów i ich błogosławione dłonie. Maryjo Królowo Kapłanów - módl się za nimi.

Po błogosławieństwie udaliśmy się do Wspólnoty Błogosławieństw. Tam na nasz czekała już siostra Barbara. W kilku pięknych słowach przybliżyła nam postać Maryi. Zawierzyliśmy się Matce Najświętszej. Był to cudowny czas naszego FIAT dla Maryi.

Wróciliśmy już polami do naszego pensjonatu.Wspólna obiadokolacja, chwila poobiedniego relaksu i poszliśmy na wieczorny program parafii. Po Mszy świętej na tyłach kościoła odbyła się Droga Krzyżowa. W scenerii rozbłyskającego piorunami nieba przeszliśmy stacje Drogi Krzyżowej. Alicja zaintonowała "Matko, która nas znasz z dziećmi swymi bądź", każdy z nas mógł odczytać rozważania. Była to także lekcja pokory, przełamywania siebie samego oraz angażowania się w pielgrzymkę. Poprzez włączanie się w modlitwę czy też odczytywanie rozważań tworzyliście razem z nami wszystkimi tą wspólną pielgrzymkową rodzinę.  Bóg zapłać Wam za to.




Na zakończenie złapaliśmy się za ręce aby podziękować również i Tej, która współcierpiała. Zaśpiewaliśmy piosenkę "Panience na dobranoc" i jak zawsze na jednej zwrotce, ba nawet na trzech się nie skończyło.


W ten to sposób zakończyliśmy kolejny dzień naszego pielgrzymowania.

Tej nocy była ulewa, lało i lało.

29.08.2014

Rano zjedliśmy wspólnie śniadanie. Później wyjechaliśmy do chorwackiego Lourds - Vepric. Przepiękne miejsce nieopodal Makarskiej. Tutaj w przepięknej scenerii groty i pobliskich wzgórz okraszonych zielenią śródziemnomorską została odprawiona Msza Święta.



Po Mszy Świętej nastąpiło błogosławieństwo relikwiami św. Bernadetty Soubirous. Mogę powiedzieć tylko jedno - Duch Święty działał !!!

Pożegnaliśmy się z tym tak pięknym miejscem i zjechaliśmy autokarem do pobliskiej Makarskiej. Od tej chwili był czas wolny. Piękne plaże, ciepła woda i smaczna ryba w zaprzyjaźnionym pobliskim barze stały się naszym udziałem.




Wieczorem wróciliśmy do Medjugorie, zjedliśmy obiadokolację i poszliśmy na wieczorną Adorację.
Odśpiewaliśmy również Sto Lat! najmłodszej pielgrzymkowej siostrze. Nie obyło się bez tortu i fajerwerków.



30.08.2014

O godzinie 3.00 zebraliśmy się przed pensjonatem. Punktualnie o 3.30 ruszyliśmy na wspólną Drogę Krzyżową na Kriźevac. W scenerii nocnych ciemności przeszliśmy przez plac przykościelny, cmentarz gdzie odmówiliśmy modlitwę za zmarłych oraz pola  pod górę Kriźewac. Gdy wchodziliśmy panowały ciemności lecz z każdym metrem ciemność ustępowała miejsca świtającej jasności. Rozważając poszczególne stacje Drogi Krzyżowej weszliśmy na sam szczyt. Wschodzące słońce rozświetliło znajdujący się na górze krzyż. Dla każdego z nas wejście było osobistym doświadczeniem wiary. Wiary, która jest wymagająca, która czasami potrzebuję zaparcia się samego siebie.



Przez pół godziny siedzieliśmy na szczycie góry Kriźevac. Góry, która w tym wymiarze dzisiejszego przejścia od ciemności do jasności, z wszystkimi doświadczeniami, które stały się naszym udziałem po drodze, nabiera innego, nowego sensu. Tak jak ten krzyż górujący nad nią i my mamy wzrastać aby nie tylko być poza dolinami i pagórkami ale razem z Chrystusem ponad szczytami ludzkiej egzystencji.


Zeszliśmy w dół, razem poszliśmy do pensjonatu gdzie czekało na nas śniadanie. Po śniadaniu wyjechaliśmy nad pobliskie wodospady. Wypoczywaliśmy w pięknej scenerii tutejszej przyrody.



Wracając wstąpiliśmy na moment do wioski Etno Celo. Z każdym rokiem ten zakątek ziemi Hercegowińskiej pięknieje. W kaplicy przybywa coraz więcej fresków, a także, mam wrażenie, że coraz więcej w zagrodach zwierzątek.



Po powrocie zjedliśmy obiadokolację i udaliśmy się na wieczorny program parafii.

31.08.2014 Niedziela

Jak to na niedzielę przystało dzień ten spędziliśmy na modlitwie i wypoczynku. Wcześnie rano zjedliśmy śniadanie i wyjechaliśmy w stronę Chorwacji. Tym razem pojechaliśmy w stronę wybrzeża autostradą poprzez nowo wybudowane tunele. Dojechaliśmy ze spóźnieniem ok. 45 min. do portu Gradać na chorwackim wybrzeżu. Tutaj na nas czekał już kuter wycieczkowy, którym to wypłynęliśmy na wody Adriatyku. Tego dnia była przepiękna pogoda. Słońce i lazur wód Adriatyku wróżył piękny niedzielny dzień.


Na dwóch pokładach, dolnym i górnym, rozgościli się nasi pielgrzymi. Z głośników płynęła żwawa chorwacka muzyka. Kapitan przyjął nas małym poczęstunkiem serwując miejscową Rakiję, wino i sok. Port Gradać z każdą minutą robił się mniejszy i mniejszy. Przed nami rozciągała się jedna z piękniejszych wysp Chorwacji Hvar. Tam też dobiliśmy do portu Sućuraj, gdzie o godz. 11.00 została odprawiona Msza Święta.


Piękny, niewielki kościół w otoczeniu śródziemnomorskiej roślinności i w sąsiedztwie małego portu wyglądał przeuroczo. Po skończonej Mszy Świętej udaliśmy się z powrotem na kuter gdzie czekał na nas posiłek. Kapitan podał pieczoną na grillu rybę podlewaną czerwonym winem. Płynąc poprzez wody Adriatyku mogliśmy rozkoszować się nie tylko jak już wcześniej wspomniałem przepiękną pogodą ale również bogactwem tutejszych wód - miejscową rybą. Pozostałościami po rybie podzieliliśmy się fruwającymi za nami mewami. Wyrzucaliśmy ości w górę, a mewy w locie łapały łakome dla nich kąski.




Po niedzielnym obiedzie jeszcze chwila odpoczynku na górnym pokładzie, rozmowy, śmiechy oraz sesja fotograficzna. Kuter obrał kurs na oddaloną w drugim krańcu wyspy plażę w małej miejscowości, a właściwie osadzie Duba Peljeśka. Wpłynęliśmy do niewielkiego portu, gdzie nigdzie stały niewielkie domy. Piękna długa, wydawać się by mogło, że nie kończąca się plaża o kamienisty, otoczakowym wybrzeżu. Z tyłu jej krajobrazu dopełniało pasmo gór. Prawie nad samą wodą stała mała kawiarenka, zapraszająca miejscem na tarasie do skosztowania miejscowego piwa czy też kawy.

mi



Urocze, pełne uroku i niesamowitej ciszy miejsce. Krystaliczna, czysta i ciepła woda zapraszała do skorzystania z kąpieli. Niestety, czas ma to do siebie, że szybko umyka. Po trzech godzinach powróciliśmy na statek aby ruszyć w powrotną drogę do macierzystego portu Gradać.


Po dopłynięciu do Gradaća około godziny 17.00 wróciliśmy autokarem do Medjugorie. Czekała na nas obiadokolacja, która to przez korki na granicy przesuwałem z dwa razy. 


01.09.2014

Dzień wolny. Co roku mamy taki dzień podczas naszego pielgrzymowania. Można powiedzieć, że każdy dzień podczas naszych wyjazdów jest wolny. Nigdy nie ma przymusu uczestniczenia w programie pielgrzymki (oprócz wyjazdów poza Bośnie i Hercegowinę), chociażby dlatego iż sam Jezus mówił: „Jeżeli chcesz”. Nic na siłę, to jest tylko Twoja decyzja i to Ty decydujesz. Masz przecież wolną wolę.


W kaplicy na Podbrdo
Wewnątrz kaplicy na Podbrdo

Ten dzień każdy spędza jak chce. Ja z rodziną poświęciłem ten dzień na wspólną modlitwę, zakup dewocjonaliów, pamiątek. Czasami potrzebna jest cisza. Zanurzenie się w przyrodę, kontemplacja, brak pośpiechu. Wszystkiego tego brakuje w dzisiejszym świecie, dlatego są potrzebne takie wyjazdy.
Wieczorem włączyliśmy się w program parafii.

Podczas wieczornej Mszy Świętej

Jasność bijąca z figury Maryi 01.09.2014


02.09.2014

Dzień wyjazdu do Polski. Niebo było całkowicie zachmurzone. Całą noc padało jak z przysłowiowego cebra. Wcześnie rano wyszliśmy na widzenie Mirjany. Jak zawsze o tej porze roku były tłumy. Najwięcej Włochów. Człowiek przy człowieku. Około godziny 8.15 podeszła pod Błękitny Krzyż Mirjana – jedna z widzących. Wspólnie odmawialiśmy różaniec, który co dziesiątek przerywany był pieśniami. Około godziny 8.45 Mirjana miała widzenie. Na podgórzu zapanowała absolutna cisza. Chwila zejścia naszej Matki – Królowej Pokoju – do nas, nędznych grzeszników. Zawsze myślę nad tym ile ta nasza Mama ma cierpliwości do nas. Jak bardzo musi się smucić gdy oddalamy się od Jej Syna. Kochana Mama.





Po powrocie zjedliśmy śniadanie i spakowaliśmy się. Do Mszy Świętej był czas wolny. O 13.00 została odprawiona Msza Święta w kaplicy przy kościele. Po niej godzina na obiad we własnym zakresie i wyjechaliśmy z Medjugorie. O Maryjo żegnamy Cię, o Maryjo do zobaczenia za rok – jeżeli tylko będzie taka wola Twojego Syna. Dziękujemy Ci Maryjo za ten czas łaski. Za każdego pielgrzyma. Za każde doświadczenie to łatwe, a może nade wszystko te trudne. Dzięki Ci Maryjo!




Przejazd jest zawsze męczący. Jednakże jest to pielgrzymka, a pielgrzymka oznacza trud, poświęcenie. To staje się również naszym udziałem każdego dnia naszego pielgrzymowania, a nade wszystko podczas powrotu. Do momentu oddania do użytku domu pielgrzyma u Misjonarzy Krwi Chrystusa w Zagrzebiu będziemy musieli się tak przemęczyć. Później będzie już łatwiej. Czas powrotu jednakże daje możliwość poświęcenia mojej niewygody i oddania jej Panu w konkretnej intencji. Zawsze namawiam do tego, ponieważ w dzisiejszym świecie jest tak mało okazji aby dać coś od siebie Bogu, drugiemu człowiekowi. Jest tak mało okazji do swoistego „przeskoczenia siebie”.


Był to również czas świadectwa. Możliwości opowiedzenia siostrom i braciom tego co poprzez to pielgrzymowanie Pan Bóg zdziałał w moim sercu. Może być i tak, że niczego nie doświadczyłem, że potraktowałem ten wyjazd jako tanią wycieczkę. Może i tak być ale i z tym doświadczeniem warto się podzielić. Świadectwo nie jest po to aby organizatorom czy też księżom złożyć dzięki, nie, nie o to chodzi. Przez świadectwo dzielisz się wiarą, dzielisz się Bogiem i to Jemu przez nie składasz dzięki i hołd. Dlatego dziękuje wszystkim, którzy pomimo różnych obaw, nieśmiałości, podeszli do mikrofonu i złożyli świadectwo. Bóg zapłać!

Jadąc autostradą chorwacką, ze względu na porywiste podmuchy wiatru, został wyłączony z ruchu jej północny odcinek. Mieliśmy dwie możliwości, zjechać na parking i czekać lub pojechać objazdem przez górskie, kręte szosy. Pierwsza możliwość odpadła ze względu na czas pracy kierowców. Musielibyśmy spać w nocy w autokarze, gdzieś pod Zagrzebiem. Nasz kierowca podjął decyzje o pojechaniu przez górzyste przełęcze północnej Chorwacji. Waldek wykazał tutaj się ogromnym kunsztem swojego zawodu. Zawsze jeździmy z Waldkiem i wiemy, że podróżując z nim możemy czuć się bezpiecznie. Bardzo dobry i odpowiedzialny kierowca to podstawa naszych wyjazdów. 

Widoki rozpościerające się za oknem zatykały dech w piersiach. Wysokie kamieniste góry, doliny pocięte rzekami, urocze miasta i na samym szczycie ogarniająca wszystko wokół pierzyna chmurnej mgły. Wąskie drogi, strome, opadające pod ostrym kątem pobocze. Nie zapomniany widok, niezapomniane przeżycie. Płynące w tym wszystkim autokary, jeden za drugim, łańcuch z aut. 

Opuściliśmy gościnną Chorwację, później kręte drogami Węgry. Raz po raz zerkałem na wyłaniające się przed reflektorami autokaru fragmenty drogi. Do Słowacji wjechaliśmy tuż przed świtaniem. W końcu wjechaliśmy do Polski. Większość pielgrzymów już nie spała. Pierwszy postój, miał być chwilowy, niestety nie udało się, za co oberwałem od kierowców. Także ich rozumiem, czas pracy jest czasem, przepisy są po to aby nie tylko ich chronić ale przede wszystkim nas. Szkoda, że to wszyscy nie rozumieją. Potrzebna jest większa dyscyplina dla dobra nas wszystkich. Musimy wszyscy myśleć więcej o drugim człowieku, o współbraciach, organizatorach, kierowcach…

Około godziny 9.30 dojechaliśmy do Częstochowy, Siostry u których mieliśmy zabukowany nocleg już na nas czekały z pysznym śniadaniem. Szybko rozdaliśmy klucze aby każdy mógł się odświeżyć, może na chwilę się położyć i pójść na Jasną Górę – do naszej Pani i Królowej. 






Piękne jest to, iż po drodze nawiedzamy tyle miejsc gdzie Maryja jest czczona pod różnymi tytułami. Wyjeżdżamy od Maryi Królowej Polskiego Morza, później kłaniamy się Maryi w cudownym kalwaryjskim wizerunku, dojeżdżamy do Medjugorie, gdzie czcimy Ja jako Królowe Pokoju, jedziemy do Veprić tam jako Matkę z Lourds, wracamy przez Częstochowę aby złożyć Jej pokłon jako naszej Królowej. Kochamy Cię Matko!

Ojciec Mieczysław załatwił nam Mszę Świętą przed Cudownym Obrazem. Przed Mszą Świętą oprowadził nas po Jasnogórskim Sanktuarium – za co jesteśmy mu bardzo wdzięczni. Po Mszy Świętej poczekaliśmy w kaplicy na Apel Jasnogórski. Cieszymy się, że Maryja tego dnia zaprosiła nas wszystkich pod swój jasnogórski wizerunek – Czarnej Madonny. Po Mszy Świętej była także możliwość adopcji Nienarodzonych, poczętych dzieci, tzw. Duchowa Adopcja Poczętego Dziecka. Sporo pielgrzymów przystąpiło do niej. Zakończy się ona 3 maja – w święto Matki Bożej Królowej Polski. 

Po powrocie do sióstr, na nocleg odbyła się nasza ostatnia wspólna Adoracja Najświętszego Sakramentu. Indywidualne Błogosławieństwo, piękne rozważania, oddanie czci Bogu Najwyższemu, za ten Czas Łaski. Za jego dobroć, za to że zaprosił nas na swoją ucztę. Niech będą dzięki Bogu Najwyższemu w Trójcy jedynemu. Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, Jemu wszelka cześć i chwała na wieki wieków. Amen.

04.09.2014

Rano podjechaliśmy na ostatnią wspólną Mszę Świętą do Sanktuarium Krwi Chrystusa w Częstochowie. Po Mszy Świętej nastąpiło indywidualne błogosławieństwo Relikwiami Krwi Chrystusa. Pożegnaliśmy tych wszystkich pielgrzymów, którzy zostali w Częstochowie i ruszyliśmy do domu. Ten dzień minął na tzw. Wolnym mikrofonie. Wszystkie pytania do kapłanów były dozwolone. Później żegnaliśmy poszczególnych pielgrzymów m.in. naszą Miss Uśmiechu i innych kochanych pielgrzymów. Dziękujemy Wam, że byliście. Już teraz należycie do naszej wielkiej pielgrzymkowej rodziny i za każdym razem gdy będziemy się modlić w intencji tych co z nami kiedykolwiek i gdziekolwiek pielgrzymowali – to właśnie będziecie WY.




Bogu niech będą dzięki!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz