środa, 17 sierpnia 2016

Wspomnienia z pielgrzymki do Rzymu i Pompei 2016 r.

Bogu niech będą dzięki!

Zakończyła się tegoroczna pielgrzymka do Włoch. Tym razem pielgrzymowaliśmy do Rzymu i Pompei. Jak zawsze nie zabrakło niespodzianek i mniejszych lub większych podarków od Maryi naszej najlepszej Matki. Samo przygotowanie do pielgrzymki rozpoczęło się już dwa lata temu. Powstał program, rozpisanie trasy oraz bukowanie miejsc noclegowych. Dzięki pomocy przeróżnych osób udało się wszystko spiąć w całość. Wysłaliśmy pierwsze zaliczki i w modlitwie czekaliśmy na kolejne terminy wpłaty zaliczek. 

Sam pomysł pielgrzymowania do Rzymu i Pompei zrodził się podczas ostatniej pielgrzymki do Włoch. Już wówczas powstała lista osób chcących wziąć udział w tej pielgrzymce. Lista bardzo szybko się zapełniła, niestety jak to często bywa, gdy doszło do konkretów większość zrezygnowała. Modliliśmy się z Misjonarzami o pielgrzymów, o to aby autokar zapełnił się pielgrzymami. 

Kilka lat temu byłem w Rzymie ze swoim przyjacielem, który pokazał nam Rzym od A-Z. Tak samo i ja chciałem pokazać pielgrzymom. Wiem, że samo przedsięwzięcie pielgrzymowania do Rzymu i dalej na południe Włoch jest dużym wyzwaniem. Nie tylko logistycznym ale przedewszystkim fizycznym i finansowym. Nie chciałem poprzestać na zwiedzaniu Rzymu w ciągu trzech dni z wjazdem i wyjazdem z Wiecznego Miasta. Chciałem aby każdy mógł sam odkryć kolebkę naszej cywilizacji i kultury. Chciałem pokazać Rzym na maxa aby każdy mógł się nasycić nie tylko zabytkami, dziełami sztuki, których w Wiecznym Mieście nie brakuje ale również poczuć tempo życia, temperament Rzymian, zapach rzymskiej ulicy i ciepło odbijających się od starożytnych ruin promieni słońca. 

Czy się to udało? Musicie sami odpowiedzieć na to pytanie. Założeniem naszym był również nocleg w Rzymie. Wiadomo, Rzym to drogie miasto ale dojeżdżanie z wybrzeża gdzie są tańsze hotele zabierałoby bardzo dużo czasu. Z drugiej zaś strony naszą ideą jest wspieranie Kościoła Katolickiego i dzieł wyrosłych przy nim. Niewątpliwie takim dziełem jest Dom Polski im. św. Jana Pawła II w Rzymie. O Domu, jak i tym  co się z nim wiąże napiszę w dalszej części wspomnień. 

Musicie wiedzieć, że podczas tej pielgrzymki pokonaliśmy trasę liczącą sześć tysięcy kilometrów. W tym tylko po samym Rzymie zrobiliśmy ponad sześćset kilometrów. 



 Trasa naszego pielgrzymowania:

* Swarzewo - Dom Misyjny Misjonarzy Krwi Chrystusa 
* Kufstein - Dom Misyjny Misjonarzy Krwi Chrystusa 
* Rzym 
* Katakumby św. Kaliksta
* Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej na Mentorelli
* Villa d`Este w Tivoli
* Sorrento
* Pompeje
* Neapol
* Capri

Wyjechaliśmy ze Swarzewa zgodnie z planem w Boże Ciało, Dzień Matki, czwartek 26.05.2016 r. o godz. 20.00. Po drodze dosiadali się do nas pielgrzymi w Trójmieście i Bydgoszczy. W Bydgoszczy dosiadł się do nas nasz gość specjalny - obraz Matki Bożej w wizerunku z Pompei. Od tej chwili towarzyszyła nam Maryja w swoim wizerunku, wszędzie tam gdzie zatrzymywaliśmy się na noc, obraz był przenoszony do kaplicy bądź kościoła. Każdy mógł podejść do niego i pomodlić się. Wszyscy czuliśmy, że Maryja prowadzi nas, opiekuje się nami i pomaga w załatwieniu wielu pielgrzymkowych spraw. 

Muszę jeszcze nadmienić jedną rzecz, związaną z naszym autokarem. Na trzy tygodnie przed naszym wyjazdem firma, która od lat wynajmuje nam autokar nie wywiązała się z umowy i odmówiła nam jazdy wskazując na innego przewoźnika. Jakie było moje dziwienie kiedy ów nowy przewoźnik również odmówił nam jazdy wskazując na następnego przewoźnika. Stres był ogromny, po nocach się modliłem aby wszystko się udało. Nie znałem nowego przewoźnika, nie wiedziałem czy jest sumienny, czy na pewno podstawi autokar. Znaczące kwoty przelane na noclegi do Rzymu i po trasie dodawały dodatkowego stresu. W przypadku nie podstawienia autokaru kwoty te przepadłyby, co by było dalej nie muszę chyba pisać. Wszystko jednak dobrze się skończyło. Właściciel firmy transportowej okazał się nie tylko dobrym fachowcem w swoim zawodzie ale również sympatycznym i szczerym człowiekiem. W dodatku dostaliśmy dodatkowe, gratisowe miejsce w autokarze, ponieważ zamiast dwuosiówki z pięćdziesięcioma miejscami pojechała trzyosiówka z większą ilością miejsc. 

Przed każdą pielgrzymką modlimy się i prosimy o włączenie się w krucjatę modlitewną. Tak było i tym razem. Dziękuje wszystkim, którzy podjęli trud modlitwy w intencji naszego pielgrzymowania. Dziękuje szczególnie Mirkowi, który w dn. 07.04 - 30.05.2016 podjął modlitwę Nowenną Pompejańską.



Blankiet Nowenny Pompejańskiej - odprawionej w intencji pielgrzymki.


Po przejeździe nocnym rozpoczęliśmy program o ósmej rano Godzinkami do Najświętszej Maryi Panny. Konferencja wygłoszona przez ks. Zbigniewa pomogła nam w lepszym i dojrzalszym spojrzeniu na sakrament pojednania. Około godziny piętnastej dojechaliśmy do Kufstein. Rozlokowanie po pokojach, czas wolny do osiemnastej. O osiemnastej siostry z Kufstein ugościły nas obiadokolacją. Jak zawsze uśmiechnięte siostry, uwijały się w kuchni aby nas ugościć klasztorną strawą. O dziewiętnastej rozpoczęła się Msza Święta w kaplicy Domu Misyjnego, a po niej Adoracja Najświętszego Sakramentu z modlitwą o uwolnienie i uzdrowienie. Po Adoracji rozeszliśmy się do pokoi, a co nie którzy poszli jeszcze na wieczorny spacer po tej uroczej, malowniczej miejscowości Tyrolu. 

Ratusz w Kufstein, Austria
Obiadokolacja u Sióstr w Kufstein
Na stołówce u Sióstr w Kufstein

Obraz MB w głównym ołtarzu

Brama Miłosierdzia w Kufstein


Fresk w kopule kościoła w Kufstein - św. Kasper z Krzyżem
Dom Misyjny w Kufstein
Droga Krwi Chrystusa przed Domem Misyjnym w Kufstein
Widok na Dom Misyjny
Widok na Kufstein od strony Domu Misyjnego
 
Msza Święta w kaplicy Domu Misyjnego w Kufstein
Adoracja Najświętszego Sakramentu z modlitwą o uzdrowienie
Ołtarz w Kaplicy Domu Misyjnego w Kufstein
Kufstein, widok na zamek od strony dworca
Zamek w Kufstein
Figura Matki Bożej na rynku w Kufstein
Trzeci dzień pielgrzymki:

Jak to na pielgrzymce bywa wstaliśmy bardzo wcześnie rano, szybkie śniadanie, bagaże do autokaru i w dalszą drogę. Jakoś mam sentyment do Tyrolu, zawsze żal mi opuszczać ten górzysty rejon. Ten odcinek autostrady jest najbardziej malowniczym z wszystkich tras zmierzających z północy Europy ku południu. Poranna modlitwa, Godzinki, Boże Błogosławieństwo z rąk kapłańskich i po stu kilometrach wjedziemy do Włoch. Oczywiście nie mogło zabraknąć Albana i Rominy z ich nieśmiertelnym przebojem Felicita. Dzisiejszy odcinek pielgrzymkowej drogi nie będzie za długi. Do Rzymu od Werony zaprowadzi nas Autostrada Słońca. Jedna z pierwszych autostrad w Italii, znana z licznych filmów, a dla nas również z tragicznego wypadku Anny German. Mijamy kolejne miasta i miasteczka, w tym największą rzekę Włoch - Pad. Z krajobrazu górskiego przeszliśmy w nizinny. Równina Padeńska jeszcze do początku lat siedemdziesiątych była w wielu miejscach podmokłym bagnem. Sukcesywnie osuszana odkryła przed człowiekiem swoją urodzajną glebę. Do dzisiaj region ten uchodzi za jeden z najbardziej urodzajnych. To tutaj z uwagi na depresyjny, miejscami bardzo podmokły teren uprawia się włoski ryż. Jest to również jeden z najbardziej rozwiniętych gospodarczo regionów Włoch, a nawet Europy. To tutaj mają siedzibę zakłady produkcyjne najbardziej rozpoznawanych marek włoskich w świecie: Aceto balsamico di Modena, ser Parmigano, Ferrari, Lamborgini, szynka Parmeńska i całe zagłębie płytek ceramicznych oraz mebli

Tak dojechaliśmy do Bolonii, największego miasta regionu Emilia Romagna oraz ważnego węzła komunikacyjnego. To tutaj krzyżują się autostrady, to stąd pojedziemy poprzez Toskanię i Umbrię do Rzymu. Druga trasa, odchodząca na południe, to tzw. Autostrada Adriatycka, którą dojedzie się do Bari i dalej na południe. 

Śpiewanie ks. Waldemara umilało nam czas pielgrzymki. Konferencja ks. Zbigniewa pozwoliła nam lepiej zrozumieć sens przygotowania się  do sakramentu pokuty. Myślę, że każdy kto słuchał konferencji z uwagą mógł z całą pewnością dobrze przygotować się do sakramentu pokuty. Był to czas, który każdy z nas mógł dobrze wykorzystać. Kapłani do dyspozycji 24 godziny na dobę. Specjalny czas dla nas. Czas pokuty i nawrócenia, czas modlitwy i błogosławieństwa. Czas, który dał każdemu z nas Pan.

Dojechaliśmy do Domu Polskiego w Rzymie. Siostra rozdzieliła miejsca noclegowe, później zjedliśmy obiadokolację i udaliśmy się na Mszę Świętą. O godzinie 21.00 odśpiewaliśmy Apel Jasnogórski i udaliśmy się na zasłużony odpoczynek. Przed nami siedem dni w Rzymie. 

Czwarty dzień pielgrzymki:

Poranna pobudka, szósta śniadanie, wspólna modlitwa i wyjazd do Watykanu. Po drodze, jak co dzień na pielgrzymkowym szlaku, Godzinki ku czci Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny oraz kapłańskie błogosławieństwo dla nas, dla naszych bliskich, którzy zostali w domu oraz dla wszystkich tych, którzy duchowo łączą się z nami. 

W końcu dojechaliśmy, szybka wysiadka i biegiem w kolejkę, która ustawiała się do Muzeów Watykańskich. Pogoda nam dopisywała. Chmury swoim puchem oddzielały palące promienie słoneczne od ulic Rzymu.  Kolejka rosła z minuty na minutę. Czekaliśmy ponad godzinę, aż szybkim tempem ruszyła kolejka do przodu. Pobraliśmy radyjka i udaliśmy się na zwiedzanie jednego z największych muzeów na świecie. Przewodniczka powiedziała nam, że aby zwiedzić tylko powierzchownie całe muzeum trzeba by było przeznaczyć na ten cel siedem dni. 

Wejście do Muzeum Watykańskiego

Kolejka do Muzeum Watykańskiego

W kolejce do Muzeum Watykańskiego

Widok na kopułę Bazyliki

W Muzeum Watykańskim

W Muzeum Watykańskim

W Muzeum Watykańskim - Archaniołowie
Chodzenie i zwiedzanie muzeum jest czasochłonne i wyczerpujące. Pomimo tego, iż przeszliśmy sporo sal, szczególnie tych ważnych dla Polaków, to i tak nie udało się zobaczyć wszystkiego. Fragment Ogrodów Watykańskich, Powozownie, rzeźby i wiele zabytków kultury i sztuki starożytnych. Zabytków stojących u progu naszej cywilizacji łacińskiej oraz tych których wkład w rozwój kultury społeczeństw jest niewyobrażalny. Wiele z tych dzieł jest bezcennych. Wiele z nich uratowało się tylko i wyłącznie dzięki Kościołowi. I to trzeba pamiętać. Po upadku starożytnych kultur los wielu zabytków był przesądzony. To co nadawało się do średniowiecznego "recyklingu" zostało rozebrane, zniszczone bądź rozkradzione. Dzięki postawie ludzi Kościoła udało się zachować dla następnych pokoleń piękne dzieła rąk ludzkich. 













Czas ma to do siebie, ze nieubłaganie płynie.  Mieliśmy wejściówki na Anioł Pański z Papieżem, niestety spóźniliśmy się. Nie udało się pogodzić Muzeów z Placem Św. Piotra. W tą niedzielę Papież rozpoczął znacznie szybciej Anioł Pański, bo tuż po Mszy Świętej.  No cóż, nie było nam dane. Co prawda nie wszyscy chcieli pogodzić się z tym faktem, jednakże ja w głębi serca wiedziałem, że tak nie może się zakończyć nasz pobyt w Rzymie, że jeszcze zobaczymy Papieża. Może nie dzisiaj ale przed nami jeszcze kilka dni, nasza przygoda z Rzymem dopiero się zaczęła.

Kolejnym punktem naszego pielgrzymowania było nawiedzenie grobu św. Jana Pawła II  i zwiedzanie Bazyliki św. Piotra. Pobraliśmy radyjka i ruszyliśmy ku Bramie Miłosierdzia czyli Drzwi Świętych. Pierwsze Drzwi Święte w Rzymie, drugie na naszej pielgrzymkowej drodze. Zwiedziliśmy Bazylikę. To miejsce zawsze robiło na mnie wrażenie. Nie tylko swoją wielkością i pięknem ale może przede wszystkim obecnością doczesnych szczątków Opoki - św. Piotra i wielu świętych i błogosławionych, którzy spoczywają w kryptach pod Bazyliką jak i w bocznych kaplicach. Na dzień dzisiejszy takim miejscem tętniącym pielgrzymami jest po prawej stronie, druga kaplica. Miejsce spoczynku ciała św. Jana Pawła II. To tutaj widać jakim wielkim zaufaniem cieszył się nasz rodak. Dzień za dniem, minuta po minucie przewijają się tutaj pielgrzymi. Ławki są zapełnione, trzeba czasami chwile poczekać aby wejść do kaplicy. Cisza, skupienie, modlitwa - to towarzyszy "świętemu od zaraz" - Santo Subito.


Jeszcze zdjęcia przy aniołkach (podobno na szczęście - ach te przesądy) i wychodzimy z Bazyliki. Słońce świeciło coraz mocniej, z każdą chwilą robiło się cieplej.  Musieliśmy jeszcze kawałek podejść do autokaru. Jak zawsze na naszych wyjazdach czekaliśmy na wszystkich, każdy mógł dojść w swoim własnym tempie. Ruszyliśmy dalej. Przejazd przez Rzym. W niedzielne południe był on wyludniony. Kilka zabytków zobaczyliśmy z rzymskiej ulicy, niestety te mniej znaczące dla naszego wyjazdu nie byliśmy w stanie obejrzeć dokładnie, wiele z nich jest po prostu dobrze zachowanymi ruinami, które interesują przede wszystkim pasjonatów architektury czy dziedzictwa kulturowego.

Tak dojechaliśmy do Katakumb św. Kalista. Miejsca szczególnego dla chrześcijan. Wydrążone w tufowej skale mini miasta, gdzie przez wiele miesięcy chowali się i żyli chrześcijanie. Tutaj także mieliśmy zaplanowaną Mszę Świętą. Niestety tym razem nie było mi dane zejść do Katakumb. Z grupą zeszła Aurelia, ja z przewodniczką ustalałem dalszy program na kolejne dni. 


Bilet wstępu do Katakumb - awers

Bilet wstępu do Katakumb - rewers




Po nawiedzeniu katakumb została odprawiona Msza Święta w kaplicy. Cieszyłem się, że możemy uczestniczyć we Mszy Świętej sprawowanej przez naszych kapłanów w miejscu tak bardzo naznaczonym męczeństwem i wiarą pierwszych Chrześcijan. 




Po Mszy Świętej chcieliśmy piechotą zejść do Kościoła "Quo Vadis Domine" przepiękną aleją cyprysową, jednakże ze względu na ograniczający nas czas zjechaliśmy autokarem. Szybko udaliśmy się do małego, uroczego kościoła na Via Appia 57. Tam, według przekazanej historii, ukazał się św. Piotrowi Pan Jezus. To w tym miejscu padły opisane wiele wieków później, przez Henryka Sienkiewicza, z ust św. Piotra słowa: "Quo vadis Domine?". Miejsce to upamiętnione jest w szczególny sposób. W kamieniu, na którym stał Pan Jezus odbiły się stopy. Do dzisiaj kamień tej jest zachowany. Każdy kto ma tylko takie pragnienie może dotknąć ów ślad Zbawiciela. Przy wyjściu, po lewej stronie stoi popiersie Henryka Sienkiewicza - jest to kolejny polski akcent na włoskiej ziemi.



W drodze powrotnej wjechaliśmy jeszcze na plac przed Forum Romanum od strony Koloseum. Koloseum - Amfiteatr Flawiuszów, bo tak naprawdę brzmi prawidłowa nazwa tego zabytku, robi naprawdę wrażenie. Jego nazwa wzięła się od stojącego nieopodal w czasach starożytnych kolosalnego w swoich rozmiarach posągu Nerona. Niesamowita budowla, budowana rękoma niewolników. Podupadła z początkiem naszej ery, ocalona przed rozgrabieniem przez Kościół. Ciekawostką jest to, że wielu ludzi myśli, że to tutaj ginęli, pożerani przez lwy pierwsi chrześcijanie. Nic podobnego. Koloseum było areną przynoszącą rozrywkę ludowi Rzymu, jednakże w postaci walki gladiatorów i pokazu dzikich zwierząt. Chrześcijanie ginęli w Rzymie ale w nieco oddalonym od Koloseum Cyrku Nerona (dzisiejsze okolice Bazyliki św. Piotra). Same egzekucje miały również miejsce w Koloseum już u schyłku jego lat świetności i dotyczyły one głównie jeńców.




Szybko wsiedliśmy do autokaru i ruszyliśmy w drogę powrotną do Domu Polskiego. Siostry już czekały na nasz ze spóźnioną obiadokolacją. Kolejny dzień pielgrzymowania, a pierwszy dzień w Rzymie za nami. 

Po obiadokolacji okazało się, że powstał dachowy klub pielgrzyma - ciekawa, nowa inicjatywa. Dachowy - bo miejsce spotkań członków klubu było na dachu skąd roztaczał się widok na panoramę Rzymu. Wśród nocnej scenerii, pod parasolem z gwiazd i światłem księżyca dzieliliśmy się z nieco bardziej zaprawionymi w pielgrzymkowych bojach pielgrzymami, wrażeniami z kolejnego dnia. 

I bym zapomniał, oczywiście po dwudziestej było nabożeństwo majowe, które zakończyło się odśpiewaniem Apelu Jasnogórskiego. Co bardziej wytrwali wrócili na dach do klubu, pozostali położyli się spać aby nabrać sił na kolejny dzień pełen nowych wrażeń. 

Piąty dzień pielgrzymki:

W nocy padało, pochmurne niebo przywitało nas tego poranka. Ciężko się wstaje gdy na dworze pochmurno. Zeszliśmy na śniadanie, duże bułki będziemy pamiętać przez długi czas. Pielgrzymi mieli różne sposoby na "kanapkowanie" bułek. Jedni starali się przeciąć w pół, inni zastosowali zgniatanie z prasowaniem oraz nakładanie masła na sam wierzch. Każdy obrał inną, codzienną metodę konsumpcji tychże bułek. O wpół do ósmej ruszyliśmy autokarem do Rzymu, tym razem w planie był dojazd do Bazyliki św. Pawła za Murami. W autokarze odmówiliśmy poranną modlitwę pielgrzyma, godzinki i otrzymaliśmy błogosławieństwo kapłańskie. 

Powstał nowy pielgrzymkowy hit : "Angelina". Pielgrzymowicze w miejsce tytułowej Angeliny wstawiali imiona swoich żon, a później nastąpiła zamiana:





Obiecałem jeszcze tłumaczenie aby pielgrzymi wiedzieli o czym śpiewali:

W majowy piękny wieczór,
gdy zobaczyłem cię,
twe włosy wiatr rozwiewał,
a ty wciąż śmiałaś się.
Spostrzegłem, że na pewno
znowu spotkam cię,
cudowną Angelinę,
która wciąż śmieje się.
Angelino, pozostań mą jedyną,
O, Angelino, na zawsze przy mnie bądź.
Angelino, pozostań mą jedyną,
O, Angelino, na zawsze przy mnie bądź.
Przyjęłaś miłość moją,
szczęście dawałaś mi,
cieszyłem się, jak dziecko,
gdy tak mówiłaś mi,
że nigdy nie odejdziesz,
chcesz zawsze przy mnie być,
pocieszać mnie uśmiechem,
gdy smutno będzie mi.
Angelino, pozostań mą jedyną,
O, Angelino, na zawsze przy mnie bądź.
Angelino, pozostań mą jedyną,
O, Angelino, na zawsze przy mnie bądź.
Minęły dni radości,
rozstania nadszedł czas...
Już nigdy nie odwiedzi
mnie Angelina ma.
Odeszła Angelina,
zostały tylko łzy.
Tę rozpacz i tęsknotę
pozostawiłaś mi.
Angelino, pozostań ma jedyna.
O, Angelino, na zawsze przy mnie bądź!
Angelino, ja kocham imię twe.
O, Angelino, czy wierzysz mi, czy nie...



W końcu dojechaliśmy do św. Pawła za Murami (Basilica Papale di San Paolo fuori le Mura). Skąd wzięła się taka nazwa Bazyliki? Trochę dziwna - nieprawdaż? Wzięła się stąd, iż w czasach cesarskich ta część miasta znajdowała się poza murami Rzymu. Było to miejsce odległe od centrum, odludne, gdzie wykonywano karę śmierci na obywatelach Rzymu - przez ścięcie. Taką samą śmiercią zginął św. Paweł. Według legendy po ścięciu św. Pawła jego głowa spadając na ziemię odbiła się trzy razy, a w miejscach odbicia wytrysły trzy fontanny. Samo ścięcie miało miejsce nieco dalej od placu Bazyliki, w odległości około trzech kilometrów. 

"Albowiem krew moja już ma być wylana na ofiarę, a chwila mojej rozłąki nadeszła. W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali pojawienie się Jego". 

2 Tm 4.6-8




Sama Bazylika jest jedną z czterech Bazylik papieskich, pobudowana została przy Via Ostiense przez cesarzy Teodozjusza I, Arkadiusza i Walentyniana II w latach 386-440. Pięcionawowa Bazylika z Atrium, w miejscu którego, wcześniej Lucyna Rzymska pochowała ciało św. Pawła. My również mogliśmy pomodlić się przed ziemskimi szczątkami św. Pawła. Podziwialiśmy również zachowane do naszych czasów kajdany świętego. 


Wizerunki czterech proroków: Izajasz, Jeremiasz, Ezechiel i Daniel - złota mozaika. Nad nimi pas ze sceną, w której Baranek Boży poi trzodę w czterech rzekach – symbolu czterech Ewangelii. Tympanon wieńczący fasadę ozdobiony jest mozaiką z Chrystusem na tronie, otoczonym przez świętych Piotra i Pawła.






Jest to druga Bazylika z Drzwiami Świętymi, również tutaj każdy mógł przejść przez kolejne Drzwi Święte. Przejście poprzedziliśmy wspólną modlitwą jubileuszową. 


Przejście przez Drzwi Święte u św. Pawła. Drzwi wykonane w Konstantynopolu w 1070 r. Zniszczone zostały w pożarze. Zrekonstruowane w 1967 r.




Z punktu widzenia architektury na uwagę zasługują kolumny przy wejściu głównym oraz witraże. Jedne jak i drugie wykonane z alabastru. Sama Bazylika 15 lipca 1823 r. uległa całkowitemu spaleniu. Praktycznie nic się nie zachowało. Temperatura była tak wysoka, ze granitowe kolumny uległy destrukcji. Z pożaru zachował się w cudowny sposób krucyfiks z XIII w. oraz drewniana rzeźba św. Pawła ze śladami nadpalenia. 


 Powyżej, zdjęcie po prawej stronie, Krzyż który zachował się niemal nienaruszony z wielkiego pożaru, który doszczętnie strawił całą Bazylikę.


Kraty do grobu św. Pawła
Grób św. Pawła

Aurelia by nie była sobą gdyby nie zaczepiła wychodzącego z Mszy Świętej kardynała. Przedstawiła naszą grupę pielgrzymkową i poprosiła o błogosławieństwo. Kardynał bardzo ucieszył się ze spotkania z Polakami, każdemu podał rękę ze szczerym uśmiechem na twarzy. 



Powyżej alabastrowe kolumny i wnętrze Bazyliki.


Zachowana jedna z najstarszych kolumn, jej uwieńczeniem jest zasiadający na tronie Jezus Chrystus z podniesioną prawą ręką. Przybliżenie na zdjęciu z prawej strony.

Kajdany św. Pawła

Pojmanie św. Pawła w świątyni

"27 Kiedy zaś siedem dni dobiegało końca, Żydzi z Azji zobaczyli go w świątyni, podburzyli cały tłum i rzucili się na niego 28 z krzykiem: <<Izraelici! Na pomoc! To jest człowiek, który wszędzie naucza wszystkich przeciwko narodowi i Prawu, i temu miejscu, a nadto jeszcze Greków wprowadził do świątyni i zbezcześcił to święte miejsce>>. 29 Przedtem bowiem widzieli z nim w mieście Trofima z Efezu i sądzili, że Paweł wprowadził go do świątyni. 30 Poruszyło się całe miasto, zbiegł się lud, porwali Pawła i wlekli go poza świątynię. Natychmiast też zamknięto bramy. 31 Gdy usiłowali go zabić, doszła do trybuna kohorty wiadomość, że cała Jerozolima jest wzburzona. 32 Natychmiast wziął żołnierzy i setników i zbiegł do nich na dół. Na widok trybuna i żołnierzy zaprzestano bić Pawła. 33 Wtedy trybun zbliżył się, kazał go ująć, związać dwoma łańcuchami i dopytywał się, kim jest i co uczynił. 34 A z tłumu każdy krzyczał co innego. Nie mogąc się nic pewnego dowiedzieć z powodu zgiełku, kazał go prowadzić do twierdzy*. 35 Gdy znalazł się na schodach, doszło do tego, że żołnierze musieli go nieść z powodu naporu tłumu. 36 Bo tłum ludzi szedł za nim, krzycząc: <<Precz z nim!>>"
Dz.Ap 21



 Był również czas na osobistą modlitwę oraz wypisanie intencji. Wszyscy skorzystali z chwili modlitwy przy grobie św. Pawła. Część pielgrzymów wypisała swoje intencje i wrzuciła do znajdującej się przy grobie skarbony. Intencje mogły być dołączone do Mszy Świętej zbiorowej lub intencja indywidualna. Intencja indywidualna wymagała złożenia ofiary, przyjęło się 10 EUR.

Pielgrzymi wypisują intencje
Najstarsze zachowane freski w Bazylice


Za nabożne nawiedzenie Bazyliki św. Pawła za Murami, decyzją Papieża można uzyskać na ogólnych warunkach w niej lub do dwudziestu dni przed lub po jej nawiedzeniu, odpust zupełny za żywych i zmarłych. Odpust jest duchowym darem udzielonym przez Kościół dla darowania lub zmniejszenia kary za grzechy odpuszczone co do winy w sakramencie pokuty.

Wypiliśmy cappuccino i ruszyliśmy w dalszą drogę. Cały czas poruszaliśmy się po Rzymie autokarem, był to może trochę kosztowny sposób przemieszczania się, lecz zaoszczędził nam on dużo czasu i co najważniejsze - sił. 

Zajechaliśmy przed Bazylikę Świętego Krzyża z Jerozolimy (Basilica di Santa Croce in Gerusalemme). Kościół powstał w 337-344 z fundacji św. Heleny, matki cesarza Konstantyna I. W Kościele przechowywane są relikwie przywiezione z Ziemi Świętej przez św. Helenę. Między innymi mogliśmy uczcić relikwie Krzyża Świętego - kawałki drewna z Krzyża, gwoźdź z Krzyża, cierń z korony cierniowej, fragment tabliczki znad głowy Jezusa - Jezus z Nazaretu, Król Żydowski. Kolejną cenną relikwią jest palec św. Tomasza oraz belka z krzyża Dobrego Łotra. Wszystkie te relikwie robią wrażenie i nie chodzi tutaj o ciekawość ale o uczucie, które towarzyszy spotkaniu ze świadkami Męki i Śmierci naszego Pana Jezusa Chrystusa. 

W Bazylice znajduje się również grób  sługi Bożej Antonietty Meo - małej dziewczynki włoskiej, która pisała listy do Jezusa i mieszkała niedaleko od tego kościoła. 

Kolejny cel naszego pielgrzymowania to Lateran. Bazylika Laterańska -  jej pełna nazwa to: Papieska arcybazylika Najświętszego Zbawiciela, św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty na Lateranie. Matka i Głowa Wszystkich Kościołów Miasta i Świata (wł. Arcibasilica Papale del SS.mo Salvatore e dei Santi Giovanni Battista ed Evangelista al Laterano; łac. Archibasilica Sanctissimi Salvatoris et Sanctorum Iohannes Baptista et Evangelista in Laterano) – katedra biskupa Rzymu, jedna z czterech bazylik większych., jedna z wielu bazylik papieskich (dawniej patriarchalnych).






W drodze do Bazyliki na Lateranie

Kolejne Święte Drzwi otwarte w Jubileuszowym Roku Miłosierdzia. To już były trzecie drzwi w Rzymie, a czwarte podczas naszego pielgrzymowania. Sama Bazylika jest przepiękna, wewnątrz ma się wrażenie przebywania w ogromnej sali. Przepiękne mozaiki na posadzce szczególnie zainteresowały Aurelie. Od tej chwili stała się ona wielbicielką stylu, który narodził się we Włoszech w Neapolu - zwanego Arte Cosmatesca. 



Święte Drzwi Roku Miłosierdzia

Bazylika Laterańska - Kaplica Najświętszego Sakramentu
 
Na posadzce mozaika w stylu Cosmatesca

Kolejny polski akcent w Wiecznym Mieście - obraz Matki Bożej Częstochowskiej umieszczony po lewej stronie ołtarza w kaplicy Wieczystej Adoracji. Tutaj również mieliśmy chwile na indywidualne uwielbienie Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie.

 
Wszyscy zmęczeni - a to dopiero początek dnia!

Z tyłu ołtarza głównego znajduje się grób papieża Leona XIII. To jest ten papież, który ułożył modlitwę do św. Michała Archanioła po zatrważającej wizji jaką zobaczył podczas Mszy Świętej w Bazylice Św. Piotra w Watykanie. Modlitwę tą odmówiliśmy razem przy grobie wielkiego papieża. 




Święty Michale Archaniele broń nas w walce.
Przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź nam obroną.
Niech go Bóg pogromi, pokornie prosimy.
A Ty, Książe wojska niebieskiego, szatana i inne duchy złe,
które na zgubę dusz krążą po świecie, mocą Bożą strąć do piekła. Amen.


Sancte Michael Archangele,
defende nos in praelio,
contra nequitiam et insidias diaboli esto praesidium.
Imperet illi Deus, supplices deprecamur: tuque,
Princeps militiae caelestis, Satanam aliosque spiritus
malignos, qui ad perditionem animarum pervagantur in mundo,
divina virtute, in infernum detrude. Amen.




Po zwiedzeniu Bazyliki udaliśmy się do znajdujących obok niej Świętych Schodów (Scala Santa).Święte Schody zostały przywiezione w częściach z Jerozolimy do Rzymu w 326 r. z polecenia św. Heleny. Według podań schody pochodzą z pałacu Piłata. To właśnie po tych schodach Jezus wchodził do Piłata. Autentyczne schody przykryte są dębową deską i wolno po nich wchodzić tylko na kolanach. Tutaj była chwila wolnego czasu. Każdy miał swoje intencje, każdy stawiał kolano za kolanem z godnym namaszczeniem miejsca i czasu. W Świętym Roku Miłosierdzia i ja mogłem wejść ze swoimi intencjami. Za to miejsce, za ten czas i za św. Helenę, dzięki której ostały się te schody dziękuje Bogu. 


Święte Schody

Informacja o Jubileuszowym Roku Miłosierdzia - Święte Schody

Kaplica San Lorenzo na końcu Świętych Schodów
 W kaplicy San Lorenzo mamy ołtarz z wizerunkiem Jezusa - to tzw. Acheiropoietos, czyli

Kaplica Świętych Schodów

Po Schodach była chwila czasu wolnego. Udaliśmy się na pizzę w trójkątach. Szybki posiłek. Tutaj także drobna uwaga dla tych, którzy pojadą do Rzymu, uważajcie jak wam wydają pieniądze. Szczególnie jak jest tak, że zamawiacie w jednym, a płacicie w drugim miejscu. Nie dajcie się oszukać. 

Po drodze jeszcze drobne zakupy upominków. Przy schodach stoją obwoźni handlarze z hasłem "U nas taniej niż w Biedronce". Stoją tam od zawsze jak pamiętam. Mają naprawdę dobre ceny i bardzo się irytują jak chce się pohandlować. 

Kolejnym miejscem na naszym pielgrzymkowym planie Rzymu był Kościół Redemptorystów pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy. To w tym kościele, w głównym ołtarzu przechowywana jest oryginalna ikona Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Osobiście darzę to ikonę oraz Nowennę do Matki Bożej Nieustającej Pomocy szczególnym nabożeństwem ze względu na to, iż mój dziadek, inwalida wojenny bez nogi, pomimo swojego kalectwa co środę klękał wraz ze swoją rodziną i modlił się tą nowenną. Obraz tej modlitwy pozostał mi na zawsze w moich wspomnieniach z dziecięcych lat.


Nie czekając długo, wraz z księdzem Waldemarem uklękliśmy przed obrazem i odmówiliśmy Nowennę. Po jej ukończeniu podszedł do nas o. Piotr Andruszkiewicz, zanany z anteny Radia Maryja. Przywitał się z nami. Ksiądz Waldek i o. Zbigniew bardzo dobrze znają o. Piotra, dlatego nie mogliśmy odmówić wspólnej koncelebry Mszy Świętej w takim miejscu.

Obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy (oryginał)
Po Mszy Świętej był czas na wspólne zdjęcie. Szkoda tylko, że tak mało pielgrzymek zagląda do tego Sanktuarium. Ojciec Piotr serdecznie wszystkich zaprasza.

U Matki Bożej Nieustającej Pomocy

Ks. Waldemar w koncelebrze z ks. Piotrem Andrukiewiczem


Po Mszy Świętej i wspólnym zdjęciu udaliśmy się dalej. Tak to już jest w życiu pielgrzyma, że dzisiaj tu jutro tam. Z każdą chwilą przybliżamy się nie tylko do kolejnych etapów naszego życia ale przede wszystkim do naszej Niebiańskiej Ojczyzny, do Domu kochającego Ojca.




Na pielgrzymkowej drodze ujrzeliśmy mały, niepozorny kościół - Bazylikę, wkomponowaną w otaczające ją kamienice. Niepozorne, niewielkie wejście do Bazyliki św. Praksedy (Basilica di Santa Prassede) można przejść bezwiednie. Bazylika w swoim środku kryje kolejny ważny i cenny dla Chrześcijan skarb - fragment słupa pręgierza przy którym był chłostany Pan Jezus. 

Mozaika na sklepieniu kaplicy św. Zenona


Za perłę wczesnochrześcijańskiej sztuki bizantyjskiej uchodzi również kompleks mozaik pokrywających sklepienie niewielkiej, choć naprawdę pięknej,  bocznej kaplicy św. Zenona, ufundowanej przez papieża Paschalisa jako miejsce pochówku jego matki. Mozaiki przedstawiają Jezusa oraz Jego Matkę w otoczeniu Świętych. 





Powyżej fragment słupa pręgierza, wejście do kaplicy św. Zenona oraz wnętrze Bazyliki.


Kolejną Bazyliką była Bazylika Matki Bożej Większej (Basilica Papale di Santa Maria Maggiore). Jest to bazylika tytularna położona na wzgórzu Eskwilin w Rzymie. Bazylika została wzniesiona i poświęcona św. Marii z Nazaretu. 

Bazylikę nazywa się również Santa Maria della Neve (Matki Boskiej Śnieżnej). Z tą nazwą wiąże sie cud jaki wydarzył się w Rzymie w 358 roku w miesiącu sierpniu. Było ich dwóch: jeden miał pieniądze, drugi władzę. Obojgu przyśniła się Madonna tej samej nocy, z 4 na 5 sierpnia 358 roku prosząc o budowę świątyni w miejscu, w którym nazajutrz ujrzą świeży śnieg. Tak jak Maryja zapowiedziała - nazajutrz spadł śnieg. Śnieg w sierpniu w Rzymie oznaczał tylko jedno - cud.  Patrycjusz rzymski – Giovanni i ówczesny papież Liberiusz doskonale odczytali prośbę Maryi, sami udali się na miejsce i odgarnęli z kawałka placu śnieg. Wkrótce stanęła w tym miejscu świątynia, choć tak naprawdę mało jest wzmianek dotyczących Bazyliki Liberiańskiej. Dopiero papież Sykstus III, rok po soborze w Efezie (431 rok), na którym uznano Maryję za Matkę Bożą, rozpoczął budowę najważniejszej świątyni dedykowanej Matce Bożej, stąd wezwanie Santa Maria Maggiore – Matka Boska Większa. Od momentu gdy w bazylice znalazły się relikwie Żłóbka powstała nazwa - Santa Maria ad Presepe (Matki Bożej przy Żłóbku). Znana jest też jako bazylika liberiańska (od imienia papieża Liberiusza). W liturgii Kościoła Katolickiego jest znana jako Rzymska Bazylika Najświętszej Maryi Panny.

Należy wraz z bazylikami: św. Piotra na Watykanie, św. Jana na Lateranie i św. Pawła za Murami do Bazylik Papieskich (dawniej zwanych patriarchalnymi) Rzymu i Watykanu.




Tutaj znajdują się również Święte Drzwi Jubileuszowego Roku Bożego Miłosierdzia - kolejne Drzwi na naszym pielgrzymkowym szlaku - czwarte. Obok Świętych Drzwi znajdują się drzwi z metaloplastyką, które ukazują papieża Polaka Jana Pawła II - jako papieża Maryjnego, który z różańcem w ręku idzie wraz z obcowaniem świętych ku Jezusowi Chrystusowi i Jego Matce. Na drzwiach odbite są ślady butów, nie wiadomo czy była to nieuwaga plastyka czy tez celowe działanie. Ślady, pomimo licznych zabiegów, nie można usunąć z powierzchni metalu.





Papież Franciszek otwierając Święte Drzwi w Nowy Rok 2016 tak powiedział:

- Każdy przekraczający ten próg wezwany jest do zanurzenia się w miłości miłosiernej Ojca, z pełnym zaufaniem i bez jakiegokolwiek lęku - podkreślił. Papież mówił o mocy przebaczenia, zauważając, że słowo to nie jest rozumiane przez "mentalność światową".

- Ten, kto nie potrafi przebaczać, nie poznał jeszcze pełni miłości. A tylko ten, kto naprawdę kocha, jest w stanie dotrzeć do przebaczenia, zapominając o doznanej zniewadze - wskazywał Franciszek.

Przypomniał następnie: "Maryja stała się dla nas wszystkich Matką przebaczenia. Ona sama, idąc za przykładem Jezusa, wspomagana Jego łaską, była w stanie przebaczyć tym, którzy zabijali Jej niewinnego Syna".

Teraz i my mogliśmy przejść przez te Drzwi - Bramę Miłosierdzia. 

Bazylika zrobiła na mnie po raz kolejny niesamowite wrażenie. Pomimo tłumów turystów czuję tutaj niesamowity pokój. Rzędy kolumn, a nad nimi mozaiki z piątego wieku przedstawiające sceny ze Starego Testamentu, mienią się złotymi odcieniami. Powyżej nich uwagę przykuwa bogato zdobiony sufit pokryty złotem przywiezionym przez Kolumba.  





U góry od lewej: kaplica po lewej stronie ołtarza głównego z obrazem Matki Bożej oraz zdjęcie obok - ołtarz główny z baldachimem.





Przechodząc w głąb Bazyliki, idąc lewą stroną, minęliśmy figurę Matki Bożej Królowej Pokoju, kaplicę z obrazem Matki Bożej i podeszliśmy do centralnego miejsca świątyni - ołtarza głównego, nad którym góruje baldachim, a pod nim relikwie żłobka Pana Jezusa. Po prawej stronie widzieliśmy baptysterium. W bazylice są również dwa polskie akcenty. Pierwszy to wizerunek freskowy św. Kingi, namalowany nad grobem papieża Klemensa VIII. Drugi to umieszczony w zakrystii fresk przedstawiający zamek w Malborku. Jeżeli chcecie powrócić wirtualnie do wnętrza Bazyliki to wejdźcie na poniższy link:



Modlitwa do Matki Bożej Śnieżnej

O Maryjo, Matko moja niebieska,
najczulsza, najlepsza z matek,
do stóp i do Serca Twego macierzyńskiego
tulę się z miłością i ufnością dziecięcą.
Patrz, oto Twe dziecię przychodzi do Ciebie
i wzywa Twej pomocy!
Czy potrzeba o Matko, by wiele Ci mówiło,
Twe Serce wszystko już odczuło...
Ty wiesz, że cierpi, że płacze, że zgrzeszyło...
O Matko łaski Bożej, źródło życia i radości,
o Ty wsławiona w tym cudownym Obrazie łaskami bez miary,
spraw Twoim wstawiennictwem u Boga,
by i na moje serce dotknięte cierpieniem i winami,
spadły białe, śnieżne płatki Twej pociechy,
zmiłowania i wysłuchania.
Bóg Ci niczego odmówić nie może,
jeśli tylko prośby nasze nie sprzeciwiają się
zamiarom Jego ojcowskiego Serca, tak bardzo nas miłującego.
O Matko Najświętsza, wierzę, iż wszystko możesz u Boga!
O Matko Miłosierdzia, ufam Twemu macierzyńskiemu Sercu,
O Matko Najczulsza, Tobie powierzam wszystko,
co dotyczy mojej duszy, mego ciała i moich najdroższych!
O Matko Ukochana, miłuję Cię i wiem,
że miłujesz mnie jak dziecię swoje.
W Twoje ręce najświętsze składam życie,
śmierć i wieczność moją,
wierząc, że nie zginę na wieki. Amen.



Po nawiedzeniu Bazyliki udaliśmy się w drogę powrotną do Domu Pielgrzyma. Po obiadokolacji spotkaliśmy się wszyscy w kaplicy na nabożeństwie do Najdroższej Krwi Jezusa Chrystusa. Po nabożeństwie zostało udzielone błogosławieństwo indywidualne relikwiami św. Kaspra wraz z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie. 

I tak minął kolejny dzień naszego pielgrzymowania. 




Szósty dzień pielgrzymki:


Kolejny dzień naszego pielgrzymowania przebiegał w scenerii Rzymu barokowego. Tego dnia spaliśmy chwilę dłużej. Śniadanie zjedliśmy o siódmej piętnaście później wyjechaliśmy w drogę do Rzymu. Czas minął nam na porannej modlitwie. Wysiedliśmy z autokaru na wysokości Mostu św. Anioła. Przeszliśmy pod Zamek, który podobnie jak i most został nazwany Zamkiem św. Anioła. Na samej górze rotundy zamku znajduje się posąg św. Michała Archanioła. Pierwotnie było to mauzoleum wybudowane dla cesarza Hadriana, jego rodziny i następców (135-139 r.n.e.)









Budowla funkcję mauzoleum pełniła do 271, kiedy została włączona w system murów obronnych Rzymu. W czasach Teodoryka zamieniono ją na więzienie. W V wieku została przebudowana na fortecę. Podczas najazdu Gotów zniszczone zostały marmurowe rzeźby wieńczące mauzoleum (obrońcy użyli połamanych rzeźb do obrzucania szturmujących wojsk).

Pod koniec VI wieku papież Grzegorz I Wielki przemianował ją na Zamek św. Anioła, aby upamiętnić ukazanie się podczas zarazy, nad mauzoleum anioła chowającego miecz na znak końca epidemii, którą interpretowano jako gniew Boży. 


W 608 r. papież Bonifacy IV na szczycie budynku wzniósł kaplicę Świętego Anioła w Niebie. W 1277 papież Mikołaj III połączył zamek z Watykanem za pomocą korytarza Passetto di Borgo, istniejącego do dziś. Od 1752 roku budynek zdobi rzeźba przedstawiająca anioła z mieczem. Obecnie, od roku 1933, znajduje się w nim watykańskie muzeum średniowiecznej broni. Ten budynek służył także jako schronienie Rzymian przed wrogiem i takie samo zadanie miał pełnić w przypadku zagrożenia życia papieża.


W tym roku, wczesną wiosną wody Tybru podniosły się tak wysoko, że do dolnej części mostu brakowało trzydziestu centymetrów. 


Widok na Bazylikę św. Piotra od strony Zamku Anioła.



Zamek Anioła w Rzymie


Po kilkunastu minutach wolnego czasu ruszyliśmy dalej w kierunku placu Piazza Navona. Przeszliśmy po jednym z najstarszych i najbardziej rozpoznawanych mostów w Rzymie - mostu św. Anioła. Pięcio - przęsłowy most z drugiego wieku naszej ery, który za zadanie miał połączenie Mauzoleum Hadriana z Rzymem. Ileż to ludzi przez wieki pokonywało tą trasę. 



Piazza Navona - myślę że jeden z najbardziej rozpoznawalnych placów w Rzymie. Przy nim przykuwająca wzrok Fontanna Czterech Rzek. Piękny, uroczy plac, jak zawsze oblegany przez artystów malarzy. Sam plac powstał z inicjatywy papieża Innocentego X na ruinach dawnego stadionu Domicjana. Również do połowy dziewiętnastego wieku funkcjonował tutaj targ. Głównym budynkiem przy placu jest kościół pw. św. Agnieszki, według legendy powstał on w miejscu męczeńskiej śmierci świętej. W głębi kościoła wchodząc jakby za ołtarz lewą stroną widzieliśmy relikwie świętej. Kościół i przebudowany pałac jest dziełem Francesca Borrominiego. Nieco wcześniej Giovanni Bernini zbudował w centralnej części placu Fontannę Czterech Rzek. Fontanna została skomponowana wokół egipskiego obelisku sprowadzonego na polecenie papieża z ruin Cyrku Maksencjusza. Cztery postacie, wraz z elementami krajobrazu w postaci palm, zwierząt symbolizują cztery rzeki z czterech kontynentów. Rio de la Plata symbolizuje postać z podniesioną ręką, Dunaj i Europę wyobraża postać dosiadająca konia, personifikacja Nilu ma osłoniętą głowę (nie znano w tym czasie źródeł tej rzeki), Azję uosabia Ganges.


Wnętrze kościoła pw. św. Agnieszki


Spacerując po Piazza Navona


Fontanna Czterech Rzek


Dla tych, którzy lubią ciekawostki, panowie Francesco i Giovanni nie bardzo się lubili. Każdy chciał mieć tak zacnego mecenasa sztuki jakim był papież za swojego zleceniodawcę. Stąd też konkurowali ze sobą. Wiadomo, że większy prestiż dla artysty jest gdy stworzy dzieło swego życia w postaci kościoła, katedry czy też bazyliki, a o wiele mniejszy z budowy fontanny. W założeniach fontanna nie miała przysłaniać kościoła i miała być ozdoba centralną placu. Same prace wykończeniowe, detale i główne postacie fontanny powstawały prawie równocześnie z budową świątyni. W związku  tym panowie musieli się spotykać i o siebie, jak to się mówi, potykać. Ich niechęć do siebie była znana, w związku z tym nikt się nie gorszył ich zachowaniem. W ostateczności Giovanni postanowił, iż żadna z jego postaci na fontannie nie będzie spoglądała na dzieło Francesca, a wręcz jedna z nich będzie z przerażeniem zasłaniała swoją ręką widok na kościół. Tak też się stało, jak bliżej przypatrzymy się postaciom to widzimy ich "brak podziwu" dla dzieła Francesca. 




Zostawiwszy plac Navona poszliśmy dalej w stronę Panteonu, jednego z moich ulubionych miejsc. Właściwie w Rzymie pokazaliśmy Wam wszystkie nasze ulubione miejsca. Podzieliliśmy się z tym wszystkim co jest bliskie naszemu sercu. W tym miejscu chciałbym podziękować mojemu długoletniemu przyjacielowi Darkowi, który kilka lat temu pokazał mi Rzym, właśnie od tych miejsc które są znane i nie znane. Jak sami zauważyliście wiele zwiedzanych przez nas miejsc nie ma na listach innych pielgrzymek czy też biur podróży. Są to osobliwe miejsca, często oddalone i nie mieszczące się w ramach szczególnych zainteresowań innych przewodników.



Po drodze minęliśmy jeszcze jedną bazylikę mniejszą - Santa Maria sopra Minerva. Bazylika powstała na ruinach starej rzymskiej świątyni ku czci Minerwy czyli rzymskiej odpowiedniczki Ateny. Stąd taka dziwna nazwa, tłumacząc na polski Święta Maryja ponad - nad Minerwą. Wnętrze bazyliki ma niezwykłe, krzyżowe sklepienie nawy głównej, wypełnione niebieskim kolorem. Przechodzi się jak pod rozgwieżdżonym niebem. Znajduje się tu również rzeźba Michała Anioła – niewymieniany wśród arcydzieł tego artysty „Chrystus zmartwychwstały”. Ogromny posąg nagiego Chrystusa trzymającego krzyż rozpoczął rzeźbić Michał Anioł w 1519 roku, ukończył zaś dzieło Raphael da Montelupo w 1521 r. Nagi zupełnie Chrystus został później przysłonięty cenną brązową draperią. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, iż ten kościół jest miejscem pochówku wielu znanych osób mi.in. Św. Katarzyny ze Sieny, 



Panteon - świątynia wszystkich bogów cesarstwa, przedziwne miejsce zachowane do naszych czasów dzięki Kościołowi Katolickiemu. Oglądając wszystkie te miejsca musimy pamiętać, iż zachowały się one dzięki wysiłkom Kościoła Katolickiego. Dzięki zrozumieniu przez papiestwo szczególnej roli kultury starożytnego Rzymu i wpływu jej na całokształt kultury łacińskiej. Jest to bez wątpienia zasługa naszego Kościoła. Należy o tym pamiętać. Dzisiaj chce się za wszelką cenę zminimalizować rolę Kościoła, jego wpływ na kulturę, edukację, a nawet na rozwój rolnictwa i przemysłu. Prawda jest jednak zgoła inna i my jako chrześcijanie powinniśmy być dumni z historii naszego kościoła. Może nie wszystko było piękne i godne pochwały, lecz patrząc na historię jako całość należy cieszyć się, że pomimo zawirowań kulturowych, materialnych i wojennych Kościół Katolicki potrafił wznieść się ponad to wszystko.




Panteon ufundował cesarz Hadrian w roku 125 n.e. Budową gmachu kierował Apollodoros, stracony później przez cesarza. Panteon poświęcony był bóstwom planetarnym oraz ówcześnie panującemu cesarzowi, a od VII wieku Panteon jest użytkowany jako kościół katolicki pw. Santa Maria ad Martyres – Najświętszej Marii Panny od Męczenników.

Jest jedną z najlepiej zachowanych budowli z czasów starożytnego Rzymu. 42-metrowa kopuła Santa Maria del Fiore - Filippo Bruneleschiego we Florencji została wybudowana pod wpływem właśnie tej z Rzymu.

Powyżej, na zdjęciu otwór w kopule o średnicy 7,9 m. Otwór jest otwarty, niczym nie przysłonięty. Nawet przy dużych opadach do środka wpada niewiele deszczu. 

W roku 609 n.e. cesarz wschodniorzymski Fokas podarował Panteon papieżowi Bonifacemu IV, który adaptował wnętrze budowli na kościół pw. Santa Maria ad Martyres – Świętej Marii Panny od Męczenników. Dzięki temu, że Panteon stał się miejscem kultu chrześcijańskiego, nie został on rozebrany, tak jak już wcześniej wspominałem, a co dotknęło większość innych świątyń starożytnego Rzymu. W roku 663 na polecenie cesarza Konstansa II zdjęto brązowe, pozłacane płytki pokrycia kopuły wykorzystując kruszec do bicia monet. Wierzch kopuły został pokryty ponownie w roku 735, kiedy papież Grzegorz III zlecił pokrycie kopuły i dachu portyku Panteonu blachą ołowianą. Panteon przez wieki tracił z swojego wyposażenia i blasku. Każda epoka wyrywała z niego to na co było zapotrzebowanie. Mimo tego Panteon do dzisiejszego dnia zachwyca zwiedzających. 

Ostatnim detalem architektonicznym, który uległ "metamorfozie" były kwiatony z brązu, które zdobiły tympanon i strop kasetonowy portyku, papież Urban VIII przeznaczył na wykonanie kolumn spiralnych według projektu Berniniego (1632) nad grobem św. Piotra w Bazylice św. Piotra w Watykanie. Mieszkańcy Rzymu skwitowali to powiedzeniem:Quod non fecerunt barbari, fecerunt Barberini (czego nie zniszczyli barbarzyńcy, zniszczyli Barberini).









Po zwiedzeniu Panteonu poszliśmy dalej kierując się w stronę Hiszpańskich Schodów (Scalinata di Trinità dei Monti). Ulubionego miejsca Rzymian i nie tylko. Miejsca słynącego z kwitnących kwiatów i jednego z ładniejszych widoków na Rzym. Niestety nie udało nam się podziwiać kolorowych kwiatów rosnących wzdłuż schodów, a to z tej przyczyny, iż trwał właśnie ich remont. Nie mniej weszliśmy bocznym wejściem na ich szczyt. Podziwialiśmy przepiękny widok Rzymu. 






Nawiedziliśmy również kościół Trinita dei Monti - Kościół Świętej Trójcy, znajdujący się na szczycie schodów. To właśnie w nim żona Króla Jana III Sobieskiego modliła się, gdy król walczył pod Wiedniem. Schody jak i kościół pochodzą z szesnastego wieku i zostały ufundowane przez władców francuskich. Sama nazwa pochodzi od znajdującej się niedaleko ambasady hiszpańskiej. Tutaj też od czasów Sobieskiego aż do trzeciego rozbioru Polski mieściła się nasza ambasada - budynek po lewej stronie schodów.




Wnętrze kościoła św. Trójcy





Widok od wejścia do metra Piazza Spania.



Przy placu hiszpańskim mieści się także jedna z najstarszych kawiarni w Rzymie - Caffe Greco (1760 r.). Nie mogliśmy odpuścić wypicia w tym właśnie miejscu cappuccino (choć ceny są zawrotne i lepiej wypić przy barze niż usiąść). Miejsce to słynie nie tylko z doskonałej kawy ale również z tego, iż to tutaj wielu słynnych Polaków spotykało się na kawie. Na ścianach zobaczyliśmy portrety i zdjęcia Mickiewicza, Lema, Słowackiego, Norwida, Sienkiewicza, Miłosza i braci Gierymskich. 










Po godzinie zebraliśmy się na placu i ruszyliśmy dalej, kolejnym naszym przystankiem była Fontanna di Trevi i kościół z doczesnymi szczątkami św. Kaspra. Kościół s. Maria in Trivio Zbudowany został on za czasów cesarza Justyniana, gdy Imperium Rzymskie zostało rozdarte przez barbarzyńskie najazdy Wandalów i Gotów. Aby poradzić sobie z trudną sytuacją dowództwo nad armią powierzono młodemu oficerowi Belizariuszowi, któremu w ciągu kilku lat udało się odeprzeć barbarzyńców i przywrócić pokój w cesarstwie. Kiedy po śmierci papieża Agapita I na tronie Stolicy Apostolskiej, pod naciskiem króla Gotów Teodahada i wbrew cesarzowi, zasiadł papież Sylweriusz, do Rzymu wyruszyły wojska Belizariusza, który usunął papieża ze stanowiska jako zdrajcę interesów Cesarstwa Bizantyjskiego. Papieża zesłano na wyspę Palmarię (dzisiejsza Ponza) gdzie zmarł śmiercią głodową. Belizariusza dopadły wtedy wyrzuty sumienia, dlatego w tym właśnie miejscu zbudował małą kaplicę z dołączonym hospicjum dla pielgrzymów, chorych i ubogich. W XI wieku rozbudowano ją, a w latach 1573 – 1575 odnowiono kościół w obecnej formie. Dokonał tego architekt Jacopo del Duca – uczeń Michała Anioła. Od 1854 r. kościołem opiekuje się Bractwo Najświętszej Krwi - Misjonarze Krwi Chrystusa. Wnętrze jest jednonawowe z czterema bocznymi kaplicami. Mieści groby wielu członków znamienitych rodów szlacheckich średniowiecznego Rzymu.




W ołtarzu głównym widzimy obraz „Madonna z Dzieciątkiem” ofiarowany przez Watykan w 1677 r. Godne uwagi są również malowidła na stropie – dzieło malarza Antonio Gherardi z 1670 r. Przedstawiają 3 sceny z życia Marii: „Przedstawienie Marii w świątyni”, „Wniebowzięcie” oraz „Obrzezanie Jezusa”. Wokół tych scen głównych istnieją inne malowidła ze scenami pobocznymi: „Narodzenie Marii”, „Nawiedzenie św. Elżbiety”, „Ucieczka z Egiptu”, „Jezus wśród mędrców w świątyni”, „Pokłon Trzech Króli” i „Święta Rodzina”.



Tutaj także mieści się grób św. Kaspra del Bufalo, założyciela Misjonarzy Krwi Chrystusa. Nie mogło być inaczej, dlatego nasi księża odprawili tutaj Mszę Świętą. Szczególne przeżycie dla ks. Zbigniewa, który na grobie założyciela jego zgromadzenia mógł sprawować Najświętszą Ofiarę. Po Mszy Świętej nastąpiło błogosławieństwo relikwiami św. Kaspra oraz modlitwa o uwolnienie i uzdrowienie. Połączyliśmy się również telefonicznie i duchowo z wszystkimi chorymi na choroby nowotworowe z naszych rodzin aby i oni za pośrednictwem św. Kaspra (patron chorób nowotworowych i krwi) mogli dostąpić uzdrowienia i umocnienia. Było to jedno z wielu przepięknych wydarzeń podczas naszego pielgrzymowania. 










Po modlitwie przeszliśmy do Fontanny di Trevi. Jednej z najbardziej rozpoznawalnych fontann na świecie. Widok jej znamy ze zdjęć w przewodnikach oraz filmów realizowanych w jej scenerii, chociażby "La Dolce Vita" Felliniego czy "Rzymskie wakacje". Był również czas na fotki i wrzucenie monety, koniecznie trzeba stać tyłem do fontanny. Jedna moneta - to pewny powrót do Rzymu (mi się sprawdziło), dwie to romans (to jakieś niepielgrzymkowe ale tak mówią), zaś trzy to ślub (o, to już lepiej). 









Sama fontanna została skonstruowana w dziewiętnastym wieku przed nasza erą! Była zakończeniem akweduktu, który dostarczał wodę do Rzymu. Ten sam akwedukt zasilał fontannę przy Schodach Hiszpańskich. Fontannę, na przestrzeni wieków, przebudowywano, aż do obecnej formy barokowej. Forma tej barokowej fontanny przypomina fasadę budynku u podnóża którego wyłaniają się morskie stwory. Centralnymi postaciami fontanny są Okeanos i dwa trytony, będące symbolami Kastora i Polluksa. Neptun znajduje się na rydwanie zaprzężonym w dwa hippokampy (hybrydy konia i ryby), z których jeden jest spokojny, prowadzony przez trytona z prawej strony, tryton z lewej strony natomiast stara się okiełznać niespokojnego konia. Symbolizują one dwa odmienne stany morza (cisza i sztorm)[1]. Cztery statuy umieszczone na balustradzie symbolizują cztery pory roku (są to dzieła Corsiniego, Ludovisiego, Pincellottiego i Queirolego). W sąsiednich niszach znajdują się kobiece postacie będące alegoriami Zdrowia (po prawej) i Obfitości (po lewej).

Po sesji fotograficznej, przeszliśmy do pobliskiej lodziarni na wyśmienite lody. Po chwili odpoczynku poszliśmy dalej ku Piazza Venezia. Jest to jeden z najbardziej znanych placów w Rzymie. To tutaj znajduje się różnie nazywany przez Rzymian Pomnik Ołtarz Ojczyzny. Ja spotkałem się z nazwami: szczęka teściowej, maszyna do pisania, pianino. Na przeciwko pomnika, stojąca kamienica była własnością matki Bonapartego. Po lewej stronie placu widzimy ruiny Forum Trajana, nieco dalej, w ciasnej zabudowie można ujrzeć mury wykonane z budulca jakim była skała tufowa - wulkaniczna. Odznaczają się one od pozostałych ruin kolorem: brunatno-czarne. Forum Trajana było najpóźniej zbudowanym i największym Forum, w sąsiedztwie Forum Augusta i Cezara. Idąc dalej doszliśmy do "autostrady" starożytnych czyli drogi konsularnej numer pięć prowadzącej do serca Rzymu. Ułożona z kamienia bazaltowego droga miała na każdym z kamieni wyrytą niczym znamię cyfrę - w tym przypadku, rzymską piątkę.





Pomnik Ołtarz Ojczyzny








Bazaltowe kamienie tworzące "drogę do Rzymu" nr 5 (dolny środkowy kamień z Rzymską piątką.



Forum Romanum 


Mamertinum, Rzym

Nieco dalej naszym oczom wyłonił się widok Forum Romanum z Łukiem Triumfalnym. Wystarczyło się obejrzeć do tyłu aby zobaczyć miejsce uwięzienia św. Piotra - Mamertinum. To w tym miejscu anioł uwolnił Świętego z kajdan i wyprowadził na zewnątrz. Obecnie więzienie jest w remoncie. 


Idąc schodami w górę doszliśmy do Kapitolu, jednego z wzgórz Rzymu. Jego nazwa wywodzi się od "czaszki", którą znaleziono przy wykopach pod świątynie bóstw starożytnego Rzymu. Minęliśmy symbol Rzymu - wilczyce karmiącą mitologicznych założycieli Rzymu Romulusa i Remusa. Skręcając w prawo, stromo po schodach weszliśmy na sam szczyt Kapitolu do kościoła, który powstał w miejscu świątyni Junony Monety w szóstym wieku (to tutaj rozpoczęła się nowożytna historia pieniądza). Wówczas świątynia była pod wezwaniem Santa Maria in Capitolio. Do dzisiaj świątynia jest poświęcona Senatowi i Ludowi Rzymu. To tutaj według legendy Sybilla Tyburtyńska przepowiedziała Cesarzowi Oktawianowi przyjście na świat Jezusa. W 1250 roku kościół został przemianowany na bazylikę Matki Bożej Ołtarza Niebiańskiego - Santa Maria in Aracoeli.. Przepiękne wnętrze podzielone starożytnymi kolumnami. Trzecia od wejścia głównego po lewej stronie pochodziła z sypialni Kaliguli. Tutaj także znaleźliśmy mozaiki w stylu Cosmatesca.










W kaplicy za ołtarzem znaleźliśmy rzeźbę - Santo Bambino, figurka Dzieciątka Jezus, mająca cudowne właściwości. Figurka postawiona przy łóżku chorego miała wrócić mu zdrowie, więc podróżowała często po mieście ciesząc się specjalnymi względami na zatłoczonych ulicach. Wykonano ją w XV wieku z drzewa oliwnego przywiezionego z Getsemani. Dziś możemy podziwiać jedynie kopię tej rzeźby - skradziono ją z kościoła w 1994 roku i do dzisiaj nie udało się jej odnaleźć.




W bazylice znajduje się również grób św. Heleny. To ta święta, dzięki której powstała Bazylika Grobu Świętego w Jerozolimie oraz która sprowadziła do Rzymu schody z pałacu Piłata i wiele innych relikwii związanych z Męką Pańską.




Będąc w bazylice pod koniec dnia, gdy słońce pomału zachodzi za wzgórzami Rzymu, można doświadczyć niecodziennego zjawiska. Przez szparę w uchylonych drzwiach wpadają promienie słoneczne, które odbijając się od czwartego żyrandola po prawej stronie, załamują słup świata. Odpowiednio ustawiając się, tak aby załamane światło padało na twarz, można uzyskać przepiękny efekt niesamowitego makijażu. Niektóre siostry pielgrzymkowe wypróbowały, efekt był niesamowity.


Z drzwi Bazyliki widać na przeciw apartament znanej włoskiej aktorki Sophi Loren.


Przepiękny sufit bazyliki ze złoceniami


Ostatnim akcentem tego dnia był różaniec święty z papieżem w Ogrodach Watykańskich. Różaniec ten odbywa się raz do roku w ogrodach. Nasza grupa została zgłoszona znacznie wcześniej. Wiedzieliśmy, że ilość osób, która zostanie wpuszczona będzie o wiele mniejsza niż liczba chętnych. Po przejściu przez bramki kontroli ustawiliśmy się przy bocznym wejściu do ogrodów. Niestety żandarmeria poinformowała nas, iż z naszej listy, pomimo wcześniejszego "zabukowania" wejściówek może wejść połowa pielgrzymów. Szybko odliczono ilość osób i przepuszczono dalej. Druga połowa pozostała przed bramą. Poprosiłem brata Mirka aby razem ze mną odmawiał modlitwę różańcową w intencji wpuszczenia pozostałych osób na różaniec do ogrodów. W takich sytuacjach bezpośrednio zwracam się do naszej Matki, prosząc aby jako Matka, nasza Królowa i Pani, zaradziła tej sytuacji. Żandarmeria była nieugięta. Odpychała pielgrzymów od bramy. Wiele osób widząc beznadziejną sytuację zrezygnowało z czekania. Ja w sercu czułem, że wejdziemy. W końcu to Jej pielgrzymka.




Po półgodzinnym wyczekiwaniu na horyzoncie pojawił się kardynał. Spytał się strażników co robią ci ludzie przed bramą. Odpowiedzieli, że czekają na różaniec ale zgodnie z wytycznymi nie mogą nas wpuścić. Kardynał wydał polecenie aby otworzyć bramy i wpuścić wszystkich na modlitwę. W ten sposób Maryja zaprosiła nas wszystkich na modlitwę różańcową do ogrodów watykańskich.






W przepięknej scenerii ogrodów watykańskich odmawialiśmy różaniec święty. Każdy z nas, miał w dłoni, zapaloną świeczkę. Modlitwie śpiewem towarzyszył chór i orkiestra watykańska. Niesamowity czas przygotowany specjalnie dla nas przez Maryję.










Dziękuje wszystkim tym, którzy razem z nami modlili się w intencji wpuszczenia nas na modlitwę różańcową. Dziękuje za pokorę i godną chrześcijanina miłość braterską. 
Późno wieczorem dojechaliśmy, zmęczeni ale przepełnienie Duchem Świętym na nocleg do Domu Polskiego.


Środa, 01.06.2016 - siódmy dzień naszego pielgrzymowania:


Dzisiaj, pomimo Dnia Dziecka, była wczesna pobudka. Pomodliliśmy się przed jedzeniem, szybko zjedliśmy duże, włoskie buły i pojechaliśmy do Watykanu. Dzisiaj mieliśmy audiencje.  Przeszliśmy po raz kolejny przez bramki i zajęliśmy miejsca. Jak zawsze trzeba było być znacznie wcześniej. Pogoda nam dopisywała. Pomimo nocnej ulewy niebo przejaśniło się i za ciężkich chmur przedzierało się leniwie słońce. Dobrze że nie było gorąco. W upale zwiedzanie Rzymu, otoczonego górami jest bardzo męczące. 

Wszyscy czekali na papieską audiencje i wspólny Anioł Pański. Czas upływał na indywidualnej modlitwie oraz robieniu zdjęć :) 












KATECHEZA OJCA ŚWIĘTEGO FRANCISZKA

AUDIENCJA GENERALNA

1 czerwca 2016 r.


Dziś w kontekście modlitwy zatrzymujemy się przypowieści o faryzeuszu i celniku (por. Łk 18,9-14). Modlitwa faryzeusza jest wprawdzie dziękczynieniem skierowanym do Boga, ale w rzeczywistości jest ona demonstracją własnych zasług, z poczuciem wyższości wobec „innych ludzi”, określonych jako „zdziercy, oszuści, cudzołożnicy”, jak, na przykład, „ten celnik” (w. 11). Faryzeusz modli się do Boga, ale naprawdę patrzy na samego siebie. Stoi, czuje się bezpieczny, jakby on sam był panem świątyni! Wymienia listę dokonanych dobrych uczynków: jest bez zarzutu. A jednak jego postawa i jego słowa są dalekie od sposobu działania i mówienia Boga, który kocha wszystkich ludzi i nie pogardza grzesznikami. Faryzeusz, który uważa siebie za sprawiedliwego, pomija najważniejsze przykazanie: miłość Boga i bliźniego.

Natomiast celnik staje w świątyni z sercem pokornym i skruszonym. Jego modlitwa jest bardzo krótka: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!”. Działa jako człowiek pokorny, pewny jedynie tego, że jest grzesznikiem potrzebującym zmiłowania. Faryzeusz o nic nie poprosił, bo miał już wszystko. Celnik żebrze o Boże miłosierdzie. I właśnie on staje się ikoną prawdziwego wierzącego.

Pycha zagraża wszelkiemu dobremu działaniu, ogałaca modlitwę, oddala od Boga i od innych. Jeśli Bóg ma upodobanie w pokorze, to nie po to, aby nas poniżyć: pokora jest raczej niezbędnym warunkiem, aby być przez Niego wyniesionym i by doświadczyć miłosierdzia, które przychodzi, aby wypełnić naszą pustkę.

[Santo Padre] Saluto cordialmente i pellegrini polacchi. Oggi in modo particolare mi unisco ai giovani che, come ogni anno, si radunano a Lednica. Cari amici, voi insieme desiderate ad alta voce dire, cantare e ballare il vostro “Amen”. Questa è la vostra conferma del personale affidamento a Cristo che i vostri avi hanno accolto insieme al battesimo 1050 anni or sono. Sull’esempio di Maria, la cui vita è stata totalmente permeata dalla gloria di Dio, nello Spirito Santo ripetete quotidianamente il vostro “Amen – così sia!”. Il ricordo di padre Jan, iniziatore dei vostri incontri, che ormai sta presso il Signore, vi ispiri sulle vie della fede. Benedico di cuore voi e i vostri Pastori. Sia lodato Gesù Cristo!

Serdecznie pozdrawiam polskich pielgrzymów. Dziś w sposób szczególny jednoczę się z młodymi, którzy jak co roku gromadzą się w Lednicy. Drodzy Przyjaciele, chcecie razem głośno wypowiedzieć, wyśpiewać i wytańczyć Wasze „Amen”. Jest to wasze potwierdzenie osobistego oddania Chrystusowi, którego wasi przodkowie przyjęli wraz z chrztem 1050 lat temu. Na wzór Maryi, której życie całe było przeniknięte chwałą Bożą, w Duchu Świętym codziennie powtarzajcie wasze „amen – nie tak się stanie”. Wspomnienie ojca Jana, inicjatora waszych spotkań, który stanął już przez Panem, niech was inspiruje na drogach wiary. Z serca błogosławię wam i waszym pasterzom. Niech Będzie pochwalony Jezus Chrystus!










Po zakończonej audiencji udaliśmy się autokarem na Zatybrze (Trastevere). Wcześniej zaś nawiedziliśmy mieszczący się przy głównej alteri komunikacyjnej Watykanu, słynnej Via Conciliazione, kościół o. Franciszkanów. To tutaj mieści się figura Matki Bożej szkaplerznej z uroczym dzieciątkiem Jezus. Wystarczy uklęknąć przed figurą Maryi aby dzieciątko z rozbrajającym uśmiechem zerkało na ciebie. 



Przespacerowaliśmy się również Via Conciliazione, która jest naturalnym przedłużeniem Placu Św. Piotra.





Wjechaliśmy w ciasne zatybrzańskie ulice. Było jeszcze jedno miejsce, które warto było pokazać pielgrzymom. Mało kto tam zajeżdża, raz z braku czasu, dwa z kosztów, trzy zaś że nie można tam zaparkować autokarem. Nam się udało, wjechaliśmy na sam szczyt Janikulum, najwyższego wzgórza Rzymu (zwane również Gianicolo). Pierwszą atrakcją była przepiękna fontanna dell` Acqua Paola. Zrobiliśmy kilka fotek i przejechaliśmy dalej, na piękny taras rzymskiego wzgórza. To stąd rozpościera się najpiękniejszy widok na całe Wieczne Miasto. Chwila czasu wolnego, każdy chciał mieć zdjęcie z tego miejsca. Dla tych, którzy kiedyś będą chcieli piechotą przejść na wzgórze to polecam trasę z Zatybrza do Watykanu, właśnie górą.


Fontanna dell’Acqua Paola

Fontanna dell’Acqua Paola







W Rzymie może was zaskoczyć widok - latarni morskiej. Tak, to nie żart, na wzgórzu Janikulum stoi najprawdziwsza w świecie latarnia morska. Nie jest ona tak imponująca jak znane nam z polskiego wybrzeża latarnie ale zawsze. Latarnia została ofiarowana mieszkańcom Rzymu w 1911 roku przez Włochów mieszkających w Argentynie. 


Latarnia morska na Janikulum w Rzymie

W oddali latarnia morska w Rzymie


Zatybrze - Jest to moja ulubiona dzielnica Rzymu. W czasach średniowiecza zamieszkiwała tą część miasta biedota, później dołączyli różnej maści imigranci, marynarze, a nawet uciekający przed wymiarem sprawiedliwości złoczyńcy. Dzisiaj dzielnica ta ma swój specyficzny klimat. To tutaj napotkaliśmy wywieszone pranie, przeciągnięte liną zakończoną kołowrotkiem, od okna do okna. Tutaj również znaleźliśmy stare, poniszczone w malowniczy sposób kamienice, a także posmakowaliśmy specjałów rzymskiej kuchni. 







Przechodząc przez dzielnice, kierowaliśmy się na główny plac. Naszym oczom wyłoniła się piękna fasada Bazyliki Najświętszej Marii Panny na Zatybrzu (Basilica di Santa Maria in Trastevere). Bazylika powstała z fundacji św. Kaliksta I w 217 r. - to ten sam, którego imię noszą nawiedzone przez nas Katakumby. Przepiękne wnętrze z mozaiką Cosmatich i złoconym sufitem. Jest to najstarsze miejsce kultu chrześcijańskiego w Rzymie. 







Na szczególną uwagę zasługuję miejsce, w którym to jak podaje legenda, w dniu narodzin Jezusa miała wytrysnąć fontanna oliwy. To ze względu na ten cud, papież Kaliksta wybudował właśnie w tym miejscu bazylikę. Do dnia dzisiejszego miejsce wytryśnięcia oliwy jest w szczególny sposób upamiętnione. 






Obecna świątynia pochodzi z XII w. Kościół słynie z przepięknych mozaik, które złocąc się nawiązują do Bizancjum. W apsydzie widzieliśmy mozaiki ukazujące hołd świętych oddawany Chrystusowi i Jego Matce. Poniżej widzieliśmy malowidła przypominające nam o wydarzeniach z ziemskiego życia Maryi. 







Wychodząc z bazyliki zauważyliśmy pielgrzyma. Na nowo ożywia się dawny średniowieczny szlak pielgrzymkowy biegnący z północy Europy ku Rzymowi. Jedni go traktują jak kolejne wyzwanie w życiu, drudzy zaś jako czas spotkania się z Bogiem. Jaki cel przyświecał temu człowiekowi - nie wiem ale niech Bóg mu błogosławi. 




Czas wolny. Będąc na Zatybrzu musieliśmy mieć czas wolny. Czas w którym można powłóczyć się po bądź co bądź po "leniwszej" części Rzymu. Część pielgrzymów wykorzystała czas na chwile odpoczynku w cieniu pięknie przepatynowanych słońcem i deszczem kamienic. Inni zaś udali się na posiłek do znajdujących się w tej dzielnicy licznych barów i restauracji. Pizza i dzbanek wina, czego więcej potrzeba - dolce vita.




Przemieściliśmy się szybko do autokaru. Niestety, jednym z wielu mankamentów dużych miast, a szczególnie tych historycznych jest brak parkingów w centrum. Autokar musiał podjechać, stanąć na ruchliwej ulicy i po chwili odjechać. Jednakże po kilku już dniach tzw. "ewakuacje" wychodziły nam coraz lepiej i szybciej. 




I znowu wsiedliśmy do autokaru. Nawet nie wiecie jaka to była wygoda i dzięki temu ile udało nam się zwiedzić dodatkowych miejsc. Co prawda wszystko kosztuje ale dzięki temu, iż kierowca wszędzie podjeżdżał zaoszczędziliśmy wiele sił, czasu oraz zobaczyliśmy znacznie więcej niż można sobie wyobrazić. Zjechaliśmy z góry przedzierając się przez zatłoczone, wąskie uliczki Zatybrza. Musieliśmy przedrzeć się na drugą stronę miasta. 


W drodze do San Pietro in Vincoli


Kolejnym kościołem na naszej pielgrzymiej drodze był San Pietro in Vincoli. To w nim zobaczyliśmy jedną z najczęściej podziwianych postaci dłuta Michała Anioła, a mianowicie - Mojżesza. Piękna rzeźba miała być częścią zamówionego przez papieża Juliusza II grobowca. Niestety, artysta tak się ociągał z dziełem, że papież nie zdążył za swojego życia odebrać grobowca. Nie został również tutaj pochowany po śmierci. Do dokończenia dzieła został artysta nijako przymuszony, jednakże i tak ma się wrażenie, że dzieło nie zostało nigdy ukończone. 






Bazylika św. Piotra w Okowach przechowuje relikwię – łańcuchy, którymi spętany był św. Piotr w Jerozolimie i dla której ten kościół został zbudowany w połowie V w.


Kajdany Św. Piotra




Wnętrze Kościoła San Pietro in Vincoli

Po zwiedzeniu kościoła przejechaliśmy autokarem na plac wenecki. Tutaj w jednej z odchodzących od placu ulic znajduje się kościół św. Stanisława Biskupa Męczennika. Szybkim truchtem, bocznymi ulicami przemknęliśmy do oddalonego kilkadziesiąt metrów dalej kościoła. Kościół jest jak bijące polskie serce pośród zabudowań centrum historycznego Rzymu. Z licowana fasada z otaczającymi ją kamienicami nie rzuca się w oczy. Z zewnątrz kościół nie zachwyca, jednak w jego wnętrzu czuć polskiego ducha. 






Kościół i Hospicjum św. Stanisława B.M. przy via delle Botteghe Oscure

"Kościół Św. Stanisława Biskupa i Męczennika przy via delle Botteghe Oscure w Rzymie jest najstarszym i najcenniejszym polskim zabytkiem poza Krajem. Inicjatorem i fundatorem Kościoła był Kardynał Stanisław Hozjusz. Będąc wielkim Penitencjarzem w Rzymie podczas Roku Jubileuszowego 1575, widział, że pielgrzymi z Polski, w odróżnieniu od innych nacji, nie mieli własnego miejsca, gdzie mogliby się zatrzymać i znaleźć duchowe oraz materialne wsparcie. Prosił więc papieża Grzegorza XIII, aby wyznaczył takie miejsce. Po dłuższych staraniach otrzymał nieduży kościół pod wezwaniem S. Salvatore dei Pensili zbudowany na fundamentach rzymskiego teatru Balbo. Kościółek wzniesiony prawdopodobnie w IV wieku był w bardzo złym stanie, tak że trzeba było odbudować go prawie od fundamentów.



Kard. Hozjusz przejął kościół S. Salvatore 6 grudnia 1578 roku i zaraz rozpoczął przebudowę. Pierwszymi ofiarodawcami na rzecz kościoła byli: królowa Anna Jagiellonka, żona króla Stefana Batorego, sam król Stefan Batory oraz ówczesne rody magnackie. Kard. Hozjusz zmarł w rok po przejęciu kościoła, ale jego sekretarz ks. inf. Stanisław Reszka kontynuował przebudowę i w roku 1591 ówczesny biskup krakowski Kardynał Jerzy Radziwiłł mógł dokonać konsekracji świątyni. Wiele możnych rodów polskich hojnie wspierało jej budowę, jak również hospicjum, które służyło nie tylko pielgrzymom, ale też otaczało opieką studentów polskich w Rzymie.

Obecny wygląd kościół otrzymał w 1757 roku kiedy ukończono zarówno budowę przyległych budynków, jak i ostateczną dekorację wnętrza. Kościół posiada cztery boczne ołtarze, w których są umieszczone obrazy polskich artystów malarzy z początku XVIII wieku. Obraz św. Stanisława namalował Tadeusz Konicz 1700-1780, św. Jadwigi Śląskiej Szymon Czechowicz 1689-1775, św. Kazimierza Franciszek Smuglewicz 1745-1809. Inne obrazy są wykonane przez artystów włoskich: obraz św. Jana Kantego namalował Salvatore Monosilio z okazji kanonizacji w roku 1767; obraz w głównym ołtarzu przedstawiający Chrystusa Zbawiciela w towarzystwie św. Stanisława i św. Wojciecha, u których stóp klęczy św. Jacek, jest dziełem Antiveduto Grammatica, namalowanym około roku 1580. Fresk na suficie reprezentujący św. Stanisława w chwale malował Ermenegildo Constantini (około roku 1775). Obecny wystrój Kościoła jest z czasów króla Stanisława Augusta, dlatego nad prezbiterium jest umieszczony jego herb. Od tego też czasu, po opracowaniu nowych statutów papieskiej fundacji, szczególną opiekę nad Kościołem przejęli biskupi krakowscy. Pierwszym protektorem był biskup Stanisław Załuski (jego epitafium znajduje się na posadzce w prezbiterium), który ufundował do Kościoła cenny relikwiarz św. Stanisława oraz szaty liturgiczne.

Kościół przeżywał trudne chwile w okresie rozbiorów. Najpierw Napoleon, po zajęciu Rzymu, przejął całe hospicjum dla wojska, wyrzucając wszystkich jego mieszkańców. Następnie po Kongresie Wiedeńskim, gdy car rosyjski przyjął tytuł Króla Polski, zagarnął kościół i hospicjum, i uczynił je hospicjum dla Rosjan (Ospizio Imperiale di S. Stanislao per Pellegrini della Nazione Russa). Kościół przekształcono na prawosławną cerkiew. Administrator rosyjski sprzedał wszystkie wartościowe historycznie i artystycznie przedmioty należące do kościoła. Zachował się jedynie relikwiarz ofiarowany przez bpa Załuskiego i monstrancja ofiarowana przez Księcia Poniatowskiego, bratanka Króla.

Dzięki staraniom biskupa krakowskiego księcia Adama Stefana Sapiehy udało się odzyskać kościół w 1920 roku. Był ogromnie zaniedbany i zrujnowany. Pierwszy w okresie międzywojennym rektor kościoła ks. prał. Józef Florczak zaczął systematyczną odnowę świątyni, a jego następca ks. prał. Janasik prowadził dalej rozpoczęte prace, fundując między innymi nowe ołtarze. On też udowodnił sądownie, że Kościół nie należy do państwa polskiego, tak że w 1928 roku biskup krakowski A. S. Sapieha mógł z powrotem przejąć fundację pod zarząd kościelny. Wybuch wojny w 1939 roku przerwał prace, które po roku 1947 podjął nowy rektor abp J. Gawlina. Ostateczny remont kościoła przeprowadził rektor ks. abp Szczepan Wesoły przed obchodami czterechsetlecia konsekracji, dzięki wydatnej pomocy Polonii na świecie i papieża Jana Pawła II."





Źródło: http://duszpasterstwopolakowwrzymie.com/


Nasi kapłani w koncelebrze odprawili Mszę Świętą. Po Mszy Świętej nastąpiło ucałowanie relikwii Jana Pawła II wraz z uroczystym błogosławieństwem. 

Wychodząc z kościoła mogliśmy podziwiać Plac Wenecki w zachodzącym słońcu.






Pomiędzy tymi schodami jest klatka, w której trzyma się wilczyce.

Skała w Rzymie z której zrzucano skazańców





Po Mszy Świętej pojechaliśmy do Domu Pielgrzyma na obiadokolację. Każdego dnia spóźnialiśmy się za co przepraszamy siostry w domu pielgrzyma. Dziękujemy siostrom, że czekały na nas z gorącą strawą. W drodze powrotnej zatrzymał nas Włoch zajeżdżając z klaksonem nam  drogę. Wmawiał nam, iż uszkodziliśmy mu auto. Zarysowanie, które rzekomo było naszą sprawką po użyciu pasty polerskiej znikło jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki. W Rzymie ale nie tylko, szczególnie poniżej tej umownej linii Rzym - Pescara trzeba być przygotowanym na takie zdarzenia. Często naciągają obcokrajowców na wypłatę z odszkodowania bądź chcą wyłudzić pieniądze. Na nasze szczęście jechał z nami pielgrzym mówiący perfekcyjnie po włosku i który mieszkał przez kilkanaście lat w Rzymie. Stąd jego włoski miał oryginalny rzymski akcent. 




Taka praktyczna wskazówka dla tych, którym przydarzy się podobne zdarzenie. Dokładnie sprawdzić uszkodzenie auta i porównać ze śladami na naszym samochodzie (w naszym przypadku nie pasowały wysokości!), zrobić zdjęcie uszkodzonego samochodu z każdej strony (z tablicami rejestracyjnymi, miejscem zdarzenia i osobami uczestniczącymi w nim, sfotografować protokół). Czasami później można się zdziwić, że zrobiła się aż taaaaaaaką szkodę. 

W końcu dotarliśmy na obiadokolację. Po niej umówiliśmy się z siostrami na zwiedzanie Domu Polskiego Pielgrzyma. Dom posiada niesamowite kolekcje związane z osobą św. Jana Pawła II. Wszystkie dary jakie otrzymywał Papież przekazywał do Domu Polskiego. Dom kataloguje i archiwizuje wszystkie pamiątki po św. Janie Pawle II. Każdy list, kartka, gazeta a nawet lotnicze menu podawane podczas podróży apostolskich jest tutaj przechowywane. 






Specjalne szafy, sejfy, klimatyzowane pomieszczenia o stałej temperaturze i wilgotności. Na utrzymanie tego dziedzictwa idą wszystkie środki jakie zostawiacie płacąc za pobyt w tym domu. Stąd może nieco drożej to kosztuje ale Wasze pieniądze nie idą na kolejne Ferrari właściciela hotelu ale na konkretny, dobry cel. Jeżeli my nie będziemy wspierać tych dzieł to kto. Kto zatroszczy się o tą całą spuściznę duchową i historyczną, której na imię Polska? Dlatego apeluje do wszystkich, którzy jadą do Rzymu, nocujcie w polskim domu w wspierajcie wszystko co polskie. Pielgrzymi - zwracajcie na to uwagę. W naszym pielgrzymowaniu od samego początku przyjęliśmy zasadę, ze wspieramy Kościół Katolicki i wszystkie dzieła, które przy nim wyrastają. Stąd jeżeli mamy do wyboru hotel czy dom pielgrzyma zawsze wybieramy dom pielgrzyma. Zachęcam do tego również wszystkich tych, którzy organizują pielgrzymki. 







Kroplówka podana Janowi Pawłowi II w drodze do szpitala po zamachu.





Kolejnego dnia była niespodzianka. Pomimo późnej już pory nasz klub dachowy zapełnił się pielgrzymami. To była już przedostatnia noc w Rzymie. Piękny wieczór.

Czwartek, 02.06.2016 - dzień niespodzianka

Wszyscy lubią niespodzianki. Muszę powiedzieć, iż ten czwartkowy dzień również dla mnie był niespodzianką. Dwa lata temu kiedy przygotowywałem trasę pielgrzymki dowiedziałem się od znajomego, iż w pobliżu Rzymu, w górach jest przepiękne sanktuarium Maryjne prowadzone przez zakonników z Polski. Szybko wyszukałem to miejsce na mapie ale tak szybko jak je znalazłem to również szybko porzuciłem pomysł aby tam pojechać. Droga na mapie wiła się niczym skręcony wąż Boa. Nieciekawy, wąski wjazd. Same problemy ale należało pamiętać, iż nie jedziemy samochodem osobowym lecz dużym autokarem. Szczerze mówiąc zapomniałem o tym sanktuarium. Dzień wcześniej nasza pani przewodnik zaproponowała mi nawiedzenie sanktuarium w pobliżu Rzymu, w drodze do Tivoli. Przystałem na to i jakie było moje zdziwienie gdy autokar wjechał na szczyt góry Mentorello. Właśnie wówczas przypomniałem sobie moją przygodę z mapą i odrzucenie tego sanktuarium na trasie naszego pielgrzymowania. Jednak Maryja chciała nas tam widzieć. To było wyraźne Jej zaproszenie dla nas. 

Dojazd do Sanktuarium na Mentorelli

Dojazd do Sanktuarium na Mentorelli


Powyżej fragment drogi dojazdowej do Sanktuarium. Musieliśmy również uważać na włóczące się bez celu dzikie zwierzęta i to nie jakieś rysie czy też muflony ale krowy, konie i osły. 





Pogoda nas nie rozpieszczała. Deszcz, mgła i chłód. Czym wyżej tym było chłodniej. Prawie na szczycie była jeszcze jedna niespodzianka, tym razem dla kierowcy, zastawiony po brzegi parking. W tym miejscu jest zawsze pusto, a tutaj przy czwartku było pełno samochodów. Okazało się, że właśnie dzisiaj jest święto narodowe Włochów i odbywa się ślub. Nasz autokar znów zakorkował cały parking ale cóż ...

Sanktuarium Mentorella we mgle i deszczu

Pomnik św. Jana Pawła II



Wszyscy, pomimo chłodu i wilgoci wysiedli ochoczo z autokaru. Udaliśmy się do Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej na Mentorelli. "Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej na Mentorelli, jedno z najstarszych miejsc kultu maryjnego w Europie, jest od 1857 roku pod opieką Zgromadzenia Zmartwychwstania Pańskiego. Znajduje się ono w Górach Prenestyńskich na wysokości 1020 metrów npm. w odległości ok. 65 km na wschód od Rzymu. Kościół i klasztor osadzone są na wysuniętej skale na wschodnim stoku góry Guadagnolo (1218 npm.). Rozciąga się stąd niezwykle piękna panorama widokowa, obejmująca obszar kilkudziesięciu kilometrów.






Sanktuarium Mentorellskie było ulubionym miejscem pielgrzymkowym kardynała Karola Wojtyły w czasie jego pobytów w Rzymie. Modlił się tutaj także na krótko przed rozpoczęciem konklawe, w czasie którego został wybrany Papieżem. W trzynastym dniu pontyfikatu, 29 października 1978 roku, Jan Paweł II przybył na Mentorellę. Była to jego pierwsza oficjalna pielgrzymka i wizyta duszpasterska, w czasie której wygłosił niezwykle ważne, programowe przemówienie o modlitwie jako pierwszorzędnym zadaniu papieża. Również kardynał Joseph Ratzinger wielokrotnie odwiedzał Sanktuarium, natomiast jako papież Benedykt XVI przybył z wizytą prywatną do Pani Mentorellskiej dnia 29 października 2005 roku.






Z miejscem tym związana jest historia nawrócenia św. Eustachego w II wieku. Poniósł on wraz z całą rodziną męczeńską śmierć za wiarę w Jezusa Chrystusa. Dwa wieki później cesarz Konstantyn nakazał wybudować na skale świątynię poświęconą Męczennikowi, którą konsekrował Papież Sylwester I. Najprawdopodobniej po koniec VI wieku Mentorella została powierzona benedyktyńskim mnichom z Subiaco. W połowie XII wieku pojawiła się w sanktuarium łaskami słynąca figura Matki Bożej - największy „skarb“ Mentorelli, ukoronowana w 1901 roku przez Kapitułę Watykańską. Benedyktyni opuścili założony przez nich klasztor i sanktuarium pod koniec XIV wieku. Z czasem budynki zaczęły popadać w ruinę i osłabł kult Pani Łaskawej .






W XVII wieku miejsce to zostało na nowo odkryte przez o. Atanazego Kirchera - niemieckiego jezuitę i naukowca, który był przekonany, że Mentorella należy do dwunastu klaszorów założonych osobiście przez św. Benedykta i że Święty przez dwa lata żył w naturalnej grocie skalnej, znajdującej się na terenie sanktuarium. Ks. Kircher podjął trud przebudowy obiektu oraz ponownego ożywienia pobożności do Matki Bożej Mentorellskiej. Gdy umierał, poprosił, aby jego serce zostało pochowane u stóp cudownej figury. Także Papież Innocenty XIII, pociągnięty tym przykładem, wyraził wolę, by jego serce zostało złożone w kościele.





Po kasacie zakonu jezuitów w 1773 roku ponownie osłabło zainteresowanie Mentorellą, które z czasem doprowadziło do degradacji budynków i zaniedbania kultu maryjnego. 3 kwietnia 1857 roku Papież Pius IX powierzył Sanktuarium zmartwychwstańcom, a w roku 1864 przekazał je Zgromadzeniu na wieczystą własność. Stała obecność zakonników i opieka duchowa nad pielgrzymami zaowocowały ożywieniem ruchu pątniczego, a częste wizyty ostatnich Papieży rozsławieniem czci Pani Mentorellskiej" 









Zwiedziliśmy pustelnie z cmentarzem oraz grotę. Muszę przyznać, iż nawet w takiej pogodzie sanktuarium robi wrażenie. Otulone mgielną kołderką wydawało się bardzo tajemnicze i przytulne. Zresztą jak zawsze u Mamy. Zziębnięci trafiliśmy do sali pielgrzyma. Pielgrzymkowa siostra Janka zrobiła wszystkim herbatę. Do pomocy zgłosiła się również Aurelia. Gdy tylko zaczęła pomagać urwała się wisząca szafka, a po chwili zapaliła się od płomienia kuchenki herbata. W końcu każdy otrzymał ciepły napój. Tak czekaliśmy na Mszę Świętą, która została odprawiona w Mentoreliańskim kościele. 









Cmentarz przy pustelni

Patrząc z pustelni

Wnętrze pustelni

Taras od strony pustelni

Patrząc na Mentoreliańskie wzgórza

Wzgórza we mgle

Wzgórze we mgle

Wzgórze we mgle

Mgła okalająca Mentorellę




Widok na pustelnie

We wnętrzu groty

Widok na Sanktuarium pogrążonym we mgle

Wszyscy cieszyliśmy się z przyjazdu do Pani Łaskawej. Na koniec usłyszeliśmy jeszcze krótką historię miejsca i poszliśmy do autokaru. Parking był już pusty, auta odjechały, autokar przestawiony i gotowy do drogi.








Zjeżdżając we mgle mogliśmy jeszcze podziwiać klasztor z góry. Na naszej drodze zjazdu stanął osiołek, który zatarasował nam centralnie drogę i przez chwilę wpatrywał się w przednią szybę autokaru. W końcu dołączyły do niego dwa kundelki i razem odeszli, znikając we mgle. naprawdę jest to urocze miejsce.












Kolejnym przystankiem na naszym pielgrzymkowym szlaku było Tivoli z ogrodem stu fontann. Pogoda zaczęła nam sprzyjać. Gdzie nie gdzie słońce wychodziło na nieboskłonie usłanym ciężkimi, granatowo-burymi chmurami. Plus z tego wszystkiego był taki, iż nie dokuczał nam upał, a uwierzcie mi, naprawdę potrafi tutaj przygrzać. 

Samo Tivoli jest niewielkim miasteczkiem. W samym centrum mamy dwie atrakcje turystyczne. Jedną jest zamek, drugą zaś ogrody z fontannami. Miejsce jest znane, jednak nie każda pielgrzymka tutaj wjeżdża. Z jednej strony dlatego, iż poza walorami estetycznymi ogrody mają raczej mało wspólnego z religią, z drugiej zaś strony wejściówki są bardzo drogie. Chyba najdroższe jakie musieliśmy zapłacić na naszym pielgrzymim szlaku. Pomimo ceny jednak było warto odwiedzić to miejsce. Sama Villa d`Este z ogrodami jest wpisana na światową listę dziedzictwa Unesco. 

Villa d`Este z lotu ptaka


Wcześniej posililiśmy się trochę w lokalnym barze. Pizza i spaghetti było wyśmienite, do tego lampka dobrego czerwonego wina. W lokalnym sklepie z wyrobami ze skóry można było przebierać i wybierać w paskach, portfelach i torebkach. 




W końcu zebraliśmy się wszyscy, wcześniej jeszcze nie którzy nawiedzili znajdujący się u wejścia do Willi Este kościół. Weszliśmy do Willi d`Este, poniżej której znajdują się malowniczo usytuowane fontanny - jest ich podobno sto - czy ktoś liczył ?







Mapka ogrodów

Mapka ogrodów


W pięknej scenerii otaczających wzgórz, z szumem kaskad oddziaływały na nas kaskady fontann. Wszystkie działają na zasadzie grawitacji, bez pomp i innych gadżetów techniki. Jest to bardzo uroczy ogród. Wyszło także słońce, które nie tylko podświetlało kaskady spadającej wody ale przede wszystkim ogrzewało spragnione słońca nasze ciała. Tuż przed końcem spaceru po ogrodach zrobiło się ponuro, a ciężkie chmury nadciągnęły nad nasze głowy. Zrobiło się momentalnie ciemno. Szybka ewakuacja do wnętrza autokaru pozwoliła nam uciec przed strugą spadającego z nieba deszczu.



























Dwie godziny minęły błyskawicznie. Myślę, ze wspomnienie tego urokliwego miejsca pozostaje długo w naszej pamięci. W końcu wyjechaliśmy z Tivoli. Siostry jak zawsze czekały na nas z obiado-kolacją. Miały również przygotowaną dla nas niespodziankę - wejściówki na jutrzejszą Mszę Świętą z papieżem Franciszkiem. Okazało się, ze jutrzejszy dzień jest dniem osób konsekrowanych w Roku Miłosierdzia. 












Jutrzejszy dzień miał być dniem wolnym. Zawsze staramy się zrobić taki jeden dzień aby każdy mógł go spędzić po swojemu. Jedni chcą odpocząć, inni się pomodlić, a kolejni coś jeszcze zwiedzić. Postanowiliśmy, iż ze względu na to że autokar musiał mieć jeden dzień przerwy dojedziemy metrem do Watykanu na Mszę Świętą, a po niej będzie czas wolny. 

I bym zapomniał .... Wieczorem śpiewaliśmy Sto Lat ! naszej solenizantce, siostrze pielgrzymkowej, Elżbiecie. I jak przystało na rocznicę dnia urodzin, Ela zamówiła dużżżżżży tort truskawkowy. 




Elu, Sto Lat ! Fajnie że jesteś!
Troszkę to kosztowało ale gościnność to Ela ma we krwi :)

Dziewiąty dzień naszego pielgrzymowania - piątek - dzień indywidualny - uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Poranne śniadanie. Po tych kilku dniach wspólnego pielgrzymowania już wszyscy byli przyzwyczajeni do rannego wstawania według staropolskiego powiedzenia: "kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje". I tego się trzymaliśmy, chociaż były dni kiedy chciało się trochę dłużej potrzymać głowę na poduszce. Po śniadaniu poszliśmy na pobliski dworzec kolejki naziemnej. Dojechaliśmy na stację Watykan, z której udaliśmy się na Plac św. Piotra. Tutaj o dziewiątej miała rozpocząć się Msza Święta z uczestnictwem papieża Franciszka. Była to szczególna Msza Święta dla naszych kapłanów - czego nie wiedziałem jak ustalałem program - w Jubileuszowym Roku Miłosierdzia Msza Jubileuszowa Kapłanów. Msza, którą dostali nasi kapłani w prezencie od Królowej Kapłanów. Był tylko jeden problem, nie mieliśmy wejściówek. Okazało się, że na Mszę do koncelebry było trzeba się zgłosić trzy miesiące wcześniej, zarejestrować się na stronie internetowej Watykanu, podać swoje dane i czekać na bilety, wydrukować je i zabrać ze sobą. Niestety, nasi księża nie mieli o tym pojęcia. 





"Na wzór Dobrego Pasterza, kapłan jest człowiekiem miłosierdzia i współczucia,

blisko swego ludu i sługą wszystkich ".

Franciszek


Po drodze spotkaliśmy dwóch Kaplanów z Polski i poprosiliśmy aby pomogli naszym kapłanom wejść pod ołtarz do koncelebry. Byli zdziwieni, że nie mamy wejściówek. Mówili, iż to się nie uda. Oni sami trzy miesiące wcześniej zamówili wejściówki. Razem z naszymi kapłanami ustawili się w kolejce do rewizji. Widzieli, iż po przejściu rewizji jest następna bramka gdzie sprawdzają wejściówki. Bardzo rygorystycznie. Pojedynczo, uważnie sprawdzając wejściówki, żandarmeria wpuszczała kapłana po kapłanie. W pewnym momencie, odbierając swoje rzeczy ze skanowania ks. Waldemar schylił się i podniósł z ziemi wejściówkę. Ksiądz Zbigniew zauważył ten fakt i pomyślał, iż chociaż jeden z nich będzie uczestniczył w koncelebrze. Oczywiście, na placu trwała modlitwa w intencji wejścia naszych kapłanów. Ksiądz Waldemar poszedł pierwszy, za nim ks. Zbigniew. Żandarmeria sprawdziła wejściówkę ks. Waldemara, a gdy podszedł za nim ks. Zbigniew rozsunęli się sięgając po wejściówkę następnego kapłana, który znajdował się za ks. Zbigniewem. Ksiądz Zbigniew w tym momencie stał się jakby niewidoczny. Czy można to tłumacz czym innym niż działaniem Królowej Kapłanów, której ci kapłani tak oddanie służą? Cieszyliśmy się, że nasi kapłani mogli w tak uroczystym dniu odprawić Mszę Świętą na Placu św. Piotra w koncelebrze z papieżem Franciszkiem. 





Drodzy bracia w kapłaństwie! Serdecznie was wszystkich pozdrawiam i wyrażam wielką radość, iż mogę przewodniczyć tej Eucharystii, która wieńczy drugi dzień waszych obchodów jubileuszowych w Rzymie, w ramach Roku Miłosierdzia. Był to zupełnie wyjątkowy dzień skupienia, który prowadził sam Następca Św. Piotra, Papież Franciszek - niezwykle wymowny znak, jak wielką miłością Ojciec Święty darzy każdego z was i jak bardzo ceni waszą kapłańską posługę w Kościele. Jakże więc - w tej Eucharystii - nie dziękować Panu za dar tego Papieża, który jak mało kto zna i rozumie trudy pracy duszpasterskiej i niezmordowanie uczy nas jak odzyskiwać i pogłębiać zapał misyjny oraz ową “słodką i pełną pociechy radość z ewangelizowania” (Evangelii gaudium”, n.10).



Pouczeni i pokrzepieni słowem Ojca Świętego Franciszka, pragniemy w tej Eucharystii w szczególny sposób zawierzyć Jezusowi miłosiernemu nasze kapłaństwo i codzienną posługę wobec naszych braci i sióstr, do których zostaliśmy posłani. Polecamy Panu nasze diecezje, parafie i tych wszystkich, którym jesteśmy winni naszą modlitewną pamięć...



A teraz przygotujmy nasze serca na spotkanie z Chrystusem w tej Eucharystii poprzez akt żalu i skruchy za wszystkie nasze grzechy i niewierności, pamiętając o słowach Św. Pawła z listu do Tymoteusza, z dzisiejszej liturgii słowa: “Jeśli my odmawiamy wierności, On wiary dochowuje, bo nie może się zaprzeć samego siebie... “ (2Tym 2,15) 



Spowiadam się Bogu Wszechmogącemu...







Homilia:







Świadkowie i słudzy miłosierdzia...







1. Liturgia słowa dzisiejszej Eucharystii bardzo dobrze podsumowuje ten niezwykły dzień jaki przeżyliśmy, prowadzeni medytacjami Ojca Świętego Franciszka. Wskazuje bowiem na to, co w naszym kapłańskim życiu i posługiwaniu jest najbardziej istotne. I tak w pierwszym czytaniu, Św. Paweł - tak jak kiedyś do swego ucznia Tymoteusza - kieruje do nas wezwanie: “Pamiętaj na Jezusa Chrystusa...” (2Tym 2,8) A więc Chrystus w naszym kapłańskim życiu... Chrystus jako centrum, jedyny i najważniejszy punkt grawitacji naszej kapłańskiej egzystencji!... Chrystus - źródło i szczyt naszej posługi!... Chrystus Dobry Pasterz... Ale czy tak jest na prawdę?... Ten dzień skupienia miał nam pomóc w daniu odpowiedzi na to najbardziej zasadnicze pytanie w życiu każdego kapłana: kim On dla mnie jest? Jakie miejsce zajmuje w moich myślach, pragnieniach i planach?... Pamiętamy o słowach Mistrza wypowiedzianych do Apostołów w czasie ostatniej wieczerzy: “Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić...” (J 15,5). Chrystus to nasze być albo nie być - jako kapłanów i jako Jego uczniów!... Przeżywać Jubileusz Miłosierdzia, to na nowo wybrać Chrystusa jako Drogę, Prawdę i Życie... Taki jest sens przejścia przez Bramę miłosierdzia w tym roku: przekroczyć próg tej Bramy, to w sposób nowy wejść w Chrystusa, zanurzyć się w Nim, na nowo Go wybrać, pozwolić się dotknąć Jego miłosiernej miłości!... On sam powiedział o sobie: “Ja jestem bramą. Jeśli kto wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony...” (J 10,9) 



Dlatego właśnie Paweł w liście do Tymoteusza z taką mocą nalega: “Pamiętaj na Jezusa Chrystusa...” ! A więc: kim jest dla mnie Chrystus? Przychodzą mi na pamięć piękne słowa Św. Jana od Krzyża: “Ileż to rzeczy można odkrywać w Chrystusie, który jest jakby ogromną kopalnią z mnogimi pokładami skarbów, gdzie choćby nie wiem jak się wgłębiało, nie znajdzie się kresu i końca...” (Z “Pieśni duchowej”) On jest wszystkim! Apostoł narodów powie: “Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus...” (Gal 2,20); a także “Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia...” (Flp 4,13) Oto najgłębszy sekret każdego kapłańskiego życia... Dlatego w tymże samym liście do Tymoteusza Paweł zachęca: “Staraj się, byś sam stanął przed Bogiem jako godny uznania pracownik, który nie przynosi wstydu, trzymając się prostej linii prawdy...” (2Tym 2,15).





2. Przybyliście do Rzymu jako pielgrzymi na Rok Jubileuszowy Miłosierdzia... Pawłowe wezwanie: “Pamiętaj na Jezusa Chrystusa...” każe nam odkrywać w Jezusie Chrystusie oblicze Ojca bogatego w miłosierdzie... Kiedyś, w czasie ostatniej wieczerzy Filip prosił Jezusa: “Pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy!” (J 14,8) I usłyszał w odpowiedzi: “Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca ...” (J 14,9) Rok Jubileuszowy, jaki przeżywamy, to czas w którym powinniśmy na nowo odkryć pulsujące serce Ewangelii, to znaczy miłosierdzie Ojca niebieskiego, które Chrystus nam objawił każdym swoim słowem, gestem i czynem, aż po krzyżową śmierć na Golgocie i zmartwychwstanie... Papież Franciszek poucza nas: “W miłosierdziu zawarta jest cała Ewangelia, całe chrześcijaństwo! Ale uważajcie, gdyż nie chodzi tu o jakiś sentymentalizm lub o jakąś powierzchowną pobłażliwość wobec zła. Wręcz przeciwnie, miłosierdzie jest prawdziwą siłą, zdolną wybawić człowieka i świat od “raka” jakim jest grzech, zło moralne i zło duchowe /.../ Tylko miłość jest w stanie to uczynić. /.../ Jezus jest cały miłosierdziem, Jezus jest cały miłością...” (15 września 2013) A wyjaśniając motywy Roku Jubileuszowego mówił: “W tym czasie epokowych przemian, Kościół jest wezwany, aby jeszcze wyraźniej pokazać ludziom znaki bliskości Boga. Jest to czas, w którym nie ma miejsca na roztargnienie, lecz wręcz przeciwnie, jest to czas, który pobudza do czujności i ożywienia w sobie zdolności rozpoznawania tego, co na prawdę istotne. Jest to czas, w którym Kościół winien odnaleźć na nowo sens misji, jaką Pan powierzył mu w dniu Zesłania Ducha Świętego: być znakiem i narzędziem miłosierdzia Ojca...” (11 kwietnia 2015). 



3. Jak widzimy, miłosierdzie jest jakby “dowodem tożsamości” Boga (Papież Franciszek), gdyż Bóg jest miłością, jest miłosierdziem! Miłość jest podstawowym prawem Ewangelii! Przypomina nam o tym fragment Ewangelii dzisiejszej liturgii słowa, kiedy to Chrystus, odpowiadając na pytanie uczonego w Piśmie: “Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań”, wyjaśnia: “Pierwsze jest: Słuchaj Izraelu, Pan Bóg nasz jest jedynym Panem. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych...” (Mk 12,30n). Przykazanie miłości! Oto samo jądro Ewangelii! Dlatego całe nasze duszpasterstwo musi o tym dawać świadectwo. Ojciec Święty stale nam to przypomina: duszpasterstwo w Kościele “powinno być przeniknięte czułą wrażliwością z jaką zwracamy się do wiernych; w jego przesłaniu i w jego świadectwie wobec świata, nigdy nie może zabraknąć miłosierdzia. Wiarygodność Kościoła sprawdza się w miłosiernej i współczującej miłości...” (Misericordiae vultus, n.10). Oto wielkie zadanie jakie ten Rok Jubileuszowy stawia przed wszystkimi duszpasterzami!...

Dlatego miłosierdzie jest nie tylko “dowodem tożsamości” Boga, w którego jako chrześcijanie wierzymy, ono winno być także naszym “dowodem tożsamości” i znakiem rozpoznawczym, jako uczniów Chrystusa, a w szczególności jako kapłanów. Ojciec Święty Franciszek powiada, że Ewangelia miłosierdzia, to jakby otwarta księga i każdy z nas jest wezwany, aby wpisywać w nią kolejne rozdziały, to znaczy konkretne czyny miłości i dzieła miłosierdzia co do ciała i co do duszy. Wszyscy jesteśmy wezwani, aby być “pisarzami” (jeśli można tak powiedzieć) Ewangelii miłosierdzia w naszych czasach, które miłosierdzia tak bardzo potrzebują... Jest to piękne, ale równocześnie jakże trudne powołanie!... 

W kazaniu na górze Chrystus mówi: “Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią...” (Mt 5,7); a w 25° rozdziale Ewangelii wg Św. Mateusza przypomina, iż na końcu czasów będziemy sądzeni właśnie z uczynków miłosierdzia, jakeśmy spełnili (lub nie spełnili) wobec głodnych, spragnionych, potrzebujących pomocy i cierpiących. W ciele ubogich, w ich ranach, dotykamy prawdziwie ciała samego Chrystusa i Jego ran! Dlatego tutaj właśnie decyduje się nasze ostateczne przeznaczenie i nasza wieczność! Ale czy my o tym pamiętamy? Czy wyciągamy z tego właściwe wnioski dla naszego kapłańskiego życia i posługiwania?... W czasie tej Eucharystii pozwólmy się dotknąć Bożemu miłosierdziu, abyśmy się stali autentycznymi świadkami i sługami miłosierdzia w Kościele i świecie...

Zakończmy to nasze rozważanie niezwykle piękną w swej prostocie modlitwą Św. Siostry Faustyny - pokornej apostołki Bożego Miłosierdzia: “Dopomóż mi do tego, o Panie, aby oczy moje były miłosierne, bym nigdy nie podejrzewała i nie sądziła według zewnętrznych pozorów, ale upatrywała to, co piękne w duszach bliźnich i przychodziła im z pomocą. Dopomóż mi, aby słuch mój był miłosierny, bym skłaniała się do potrzeb bliźnich, by uszy moje nie były obojętne na na bóle i jęki bliźnich. Dopomóż mi, Panie, aby język mój był miłosierny, bym nigdy nie mówiła ujemnie o bliźnich, ale dla każdego miała słowo pociechy i przebaczenia. Dopomóż mi, Panie, aby ręce moje były miłosierne i pełne dobrych uczynków, bym tylko umiała czynić dobrze bliźniemu, na siebie przyjmować cięższe i mozolniejsze prace. Dopomóż mi, aby nogi moje były miłosierne, bym zawsze śpieszyła z pomocą bliźnim, opanowując swoje własne znużenie i zmęczenie. Prawdziwe moje odpocznienie jest w usłużności bliźnim. Dopomóż mi, Panie, aby serce moje było miłosierne, bym czuła ze wszystkimi cierpieniami bliźnich...” (Dzienniczek) 


Zakończenie:


Drodzy bracia w kapłaństwie, pozwólcie, że na zakończenie skieruję do was jeszcze słowo w związku ze Światowym Dniem Młodzieży w Krakowie. Będzie to wydarzenie wyjątkowe, które wpisuje się w kontekst Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia. Świadczy o tym jego temat zaczerpnięty z ośmiu błogosławieństw: “Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią...” (Mt 5,7) oraz miejsce celebracji, to znaczy Kraków - światowa stolica kultu Bożego Miłosierdzia wraz z Łagiewnickim Sanktuarium... Będzie to więc Jubileusz Młodych pod przewodnictwem Ojca Świętego Franciszka i pod patronatem dwóch wielkich apostołów miłosierdzia: Św. Jana Pawła II i Św. Siostry Faustyny. Ojciec Święty Franciszek zaprasza młodych z całego świata - a zwłaszcza młodych Polaków - aby właśnie w Krakowie, w Łagiewnickim Sanktuarium Jezusa Miłosiernego odkryli oblicze miłosiernego Ojca, który czeka na nich z otwartymi ramionami. W Krakowie musi wybrzmieć pełnym głosem przesłanie nadziei, którego młodym dzisiaj tak bardzo potrzeba: “Jezu, ufam Tobie!” Powiedzcie młodym w Ojczyźnie, iż Ojciec Święty Franciszek czeka na nich w lipcu w Krakowie i że bardzo liczy na ich świadectwo wiary i miłosiernej miłości...



Na Placu św. Piotra 

Księża pozdrawiali swoje wspólnoty

Papież Franciszek

Papież Franciszek



Dziewczyny z Paragwaju w strojach ludowych


Dziewczyny z Paragwaju
Od południa był tzw. czas wolny. Każdy mógł zagospodarować go na własny sposób. Taki czas zazwyczaj jest potrzebny, dlatego zawsze staramy się aby podczas naszych wyjazdów wygospodarować dzień na indywidualne "zagospodarowanie".  Pielgrzymi rozeszli się w różne strony. Niektórzy weszli na kopułę bazyliki, inni odszukali zabytki czy kościoły, które chcieli koniecznie jeszcze zobaczyć, a inni spacerowali czy siedzieli w uroczych rzymskich knajpkach. To był uroczy, udany dzień. Wszyscy zadowoleni wrócili na wieczorną obiadokolację. To była ostatnia nasza pielgrzymkowa noc w Rzymie. Rano ruszyliśmy dalej tym samym kontynuując nasz pielgrzymkowy szlak. 

10 dzień Naszego Pielgrzymowania
Rzym - Monte Cassino - Sorrento

Jak to w pielgrzymkowym zwyczaju, wstaliśmy wcześnie rano. Zjedliśmy śniadanie i super bułki. Spakowaliśmy się do autokaru i dziękując siostrom za wspaniałe przyjęcie ruszyliśmy w dalszą pielgrzymią drogę. Celem naszym było Monte Cassino. Legendarne wzgórza, na których przelano morze krwi. Nie sposób jadąc w kierunku Neapolu nie wjechać na to wzgórze. Wzgórze czerwonych maków, które wyrosły z polskiej krwi. Nie tylko zginęli tutaj Polacy. Brytyjski historyk Matthew Parker napisał: Bitwa o Cassino – największa lądowa bitwa w Europie – była najcięższą i najkrwawszą z walk zachodnich aliantów z niemieckim Wehrmachtem na wszystkich frontach drugiej wojny światowej. Po stronie niemieckiej wielu porównywało ją niepochlebnie ze Stalingradem. Najwięcej zginęło żołnierzy tzw. Marokańczyków z francuskich sił zbrojnych. Sam klasztor nie musiał być zbombardowany. Główna bitwa rozegrała się na wzgórzu poprzedzającym wzgórze Monte Cassino. Do dzisiaj historycy zastanawiają się dlaczego do tego doszło. Coraz częściej mówi się o totalnej głupocie i barbarzyństwie. Klasztor został zbombardowany przez Amerykanów. Polacy za udział w zdobyciu Monte Cassino nie otrzymali żadnych honorów. Wręcz przeciwnie, nie pozwolono im na przemarsz w defiladzie w Rzymie, a i w powojennej Polsce byli szykanowani. Dzisiaj pomału zmienia się obraz ówczesnych bohaterów. Państwo polskie przypomina sobie o synach polskiej ziemi. Dowodem tego mogą być rocznicowe obchody z wysokimi przedstawicielami rządu polskiego oraz utworzona przy cmentarzu izba pamięci. 

Klasztor na Monte Cassino jest również miejscem spoczynku założyciela zgromadzenia Benedyktynów, św. Benedykta i św. Scholastyki.

Na Monte Cassino

Klasztor na Monte Cassino


Św. Benedykt - to tutaj jest jego grób

Dziedziniec 



Widok z Monte Cassino

Widok z Monte Cassino


Dziedziniec na Monte Cassino

Dziedziniec na Monte Cassin

Dziedziniec na Monte Cassin

Obraz nad drzwiami wejściowymi - św. Benedykt







W drodze na polski cmentarz

Widok na polski cmentarz 
Widok na polski cmentarz. Za nim wzgórze, na którym rozegrała się największa bitwa. To na nim zginęło najwięcej żołnierzy.




Izba pamięci


W izbie pamięci
Cieszę się, że powstała ta izba pamięci. Bardzo pięknie zaaranżowane wnętrze. Wszystko utrzymane w kolorystyce maków z pod Monte Cassino. Na ścianach znajdują się plakaty, które ukazują chwałę polskiego żołnierza. 





Widok na polski cmentarz

Droga na polski cmentarz, po drugiej stronie klasztor




Nie zapomnieliśmy o zniczach





Koronka do Bożego Miłosierdzia za poległych








Klasztor na Monte Cassino
Klasztor na Monte Cassino został w całości odbudowany. Co można było odzyskać, wygrzebać z gruzów, zostało wstawione we właściwe sobie miejsce. Jedyne miejsce, które nie uległo zniszczeniu to krypta gdzie złożone są ciała św. Benedykta i Scholastyki. Podobno w sposób cudowny - belka podtrzymująca strop - spadła w taki sposób, iż osłoniła grób, przejmując całą siłę uderzenia i obciążenie walących się ścian. 

Miejsce pochówku św. Benedykta i Scholastyki




Bardzo się cieszyłem, że mogłem być w tym miejscu, o którym w dzieciństwie śpiewał mi dziadek "Czerwone maki na Monte Cassino". Uczmy się historii i wyciągajmy należyte wnioski, a historia kołem się toczy - i to powiedzenie nie ja wymyśliłem. 

Kolejnym etapem było Sorrento. Miejsce nie związane z kultem, a słusznie kojarzone z odpoczynkiem i relaksem. Sorrento było naszą bazą noclegową na kolejne dni naszego pielgrzymowania. I pielgrzymowi należy się troszkę wypoczynku i luksusu. Jadąc w kierunku Sorrento, minęliśmy w oddali Neapol i przeciskając się na skalnych półkach oraz przez tunele zajechaliśmy do Sorrento. Nasz hotel był w nowszej części miasta zwanej Meta, czyli koniec. Nigdy nie byłem w Sorrento. Przepiękny widokowo dojazd zamienił się w koszmar w postaci wąskich uliczek. Przejazdy trój osiowym autokarem w tak ciasnych zaułkach wymagały od kierowcy nie lada kunsztu. Przejazd pomiędzy kamienicami, gdzie prześwit od lusterek wynosił plus minus pięć centymetrów, wymagał niesamowitego skupienia i precyzji. Musieliśmy zjechać maksymalnie w dół ku Zatoce Neapolitańskiej, tym samym zablokowaliśmy całą ulicę. Nie trwało długo jak zrobił się korek. Jak to na południu Włoch, klaksony poszły w ruch. Dzięki Bogu jednak udało się zjechać i bezpiecznie zaparkować autokar. Z parkingu odebrał nas i bagaże bus. 



Hotelowy bus odbiera bagaże
Sam hotel był bardzo ładnie położony. Na wysokim klifie z pięknym widokiem na pobliskie wzgórza i zatokę. Warunki w hotelu jak na południu Włoch. Średniej klasy, bez fajerwerków, lata siedemdziesiąte. Ważne, że było czysto i można było się umyć. Oczywiście nie obyło się bez nieporozumień z obsługą. Przy rezerwacji dorzucili nam gratis hotelowy basen, gdy już przyjechaliśmy o basenie nie było mowy. Później powiedzieli nam, iż możemy korzystać ale tylko przez trzy godziny i to w czasie gdy nas fizycznie nie było w hotelu. Po kolejnej miłej wymianie zdań pozwolili nam korzystać bez ograniczeń. Tylko i tak nie mieliśmy na to czasu.


Mijanie się "na lusterka"
Panorama z hotelowego klifu


Widok z hotelowego korytarza

Góra nad Sorrento


Kolejnym zaskoczeniem była śmierć dwa dni przed naszym przybyciem miejscowego proboszcza. Brak następcy spowodował zamknięcie kościoła, a tym samym brak możliwości odprawienia Mszy Świętej. Proboszcz zmarł nagle. Miał 84 lata i do końca sprawował Msze Święte. Nie miał wikarego. Tutejszy lokalny kościół cierpi z powodu braku powołań. Księża przeważnie są w podeszłym wieku i pomimo wieku emerytalnego dożywotnie sprawują swoją posługę. 

Trzy godziny zajęło nam znalezienie człowieka, który miał klucze do kościoła. Za drobną opłatą 10 EUR zgodził się przyjechać i otworzyć nam kościół. W tym miejscu należą się podziękowania dla pani z recepcji, która swoim skuterem objechała Sorrento aby poszukać kluczy od kościoła. 

Wszyscy wieczorem udaliśmy się na Mszę Świętą. Ksiądz Waldemar poświęcił całe wiadro wody święconej. Niestety w zakrystii ani w kropielnicach wody nie było. Nawet pan w zakrystii nie pamiętał kiedy była w kościele po raz ostatni woda święcona.  Była to wyjątkowo piękna Msza. Nawet tubylcy przyszli na Mszę Świętą aby razem z nami chwalić Pana!







Po Mszy Świętej udaliśmy się na serwowaną obiadokolację. Jedzenie było regionalne, mam nadzieję że wszystkim smakowało. 

Po posiłku wielu pielgrzymów poszło na wieczorny spacer przy zachodzącym włoskim słońcu. Przepięknie wyglądało Sorrento w promieniach zachodu słońca. I tak minął kolejny dzień naszego pielgrzymowania.


Zachód słońca nad Zatoką Neapolitańską

Zachód słońca nad Zatoką Neapolitańską

Sorrento w zachodzącym słońcu


Wporzo ksiądz - można pogadać

Zachód słońca nad Zatoką Neapolitańską

Noc zapadająca nad Sorrento

Gdzie nie gdzie rozbłyska światło wtulonych w klif domów 


11 dzień Naszego Pielgrzymowania. 

Już wczoraj przemyślałem sprawę i postanowiłem zmienić kolejność w planie pielgrzymki. Patrząc na bezpieczeństwo w drodze powrotnej postanowiłem w dniu dzisiejszym pojechać do Pompei i Neapolu. Akurat tak się złożyło, że była to niedziela.


Poranny spacer do portu - zejście do portu w Sorrento

Napotkałem także konia

Port w Sorrento

Zabudowany klif portu Sorrento

Jachty w porcie Sorrento

Port w Sorrento

Wąwóz do portu w Sorrento







Niedziela jako dzień świąteczny dla chrześcijan jest najlepszym dniem na odwiedzenie Mamy. Ja wcześnie rano pojechałem do centrum Sorrento aby w porcie zarezerwować bilety dla grupy na jutrzejszy wyjazd na Capri. Po powrocie grupa była już po śniadaniu więc od razu poszliśmy do autokaru. Przejechaliśmy pięknym widokowo klifem w stronę Pompei. Poranna modlitwa, Boże błogosławieństwo z rąk kapłana, wszystko to miało nas przygotować na spotkanie z naszą Matką - Niepokalaną. Nas, jako grupę pielgrzymkową, nie interesowały ruiny Pompei tylko Ta, która wybrała to miejsce na swoje sanktuarium - Matka Boża Pompejańska. W końcu jechała również z nami pielgrzymami w autokarze. To był ten dzień, w którym kopia spotkała się z oryginałem, w którym każdy z nas osobiście mógł nawiedzić to znane na świecie, a z każdym rokiem i w Polsce, sanktuarium. 


My pielgrzymi




Sanktuarium w Pompejach


Nie wiedziałem, że tak trudno jest załatwić Mszę Świętą w tym sanktuarium. Należy znacznie wcześniej zgłosić ten fakt. Wiedziałem, że w lokalnych kościołach należy wcześniej umówić się z proboszczem ale w sanktuarium? Gdzie jest kilkanaście kaplic? No cóż człowiek całe życie się uczy i głupi - eeee, nie będę kończył. 

Jak zawsze Maryja czuwała. Trudno było się dogadać po angielsku ale w końcu się udało. Podeszła do nas mieszkająca tam Polka i powiedziała, że jeżeli chcemy to możemy przyłączyć się do jej grupy, tylko mamy na to siedem minut. Na końcu padło pytanie - dacie radę zebrać wszystkich? Była tylko jedna odpowiedź - TAK!



Udało się, zebraliśmy grupę i mogliśmy uczestniczyć we Mszy Świętej. Jedynej w tym dniu dla grup Polsko języcznych. Po zakończonej Mszy udaliśmy się pod ołtarz główny z wizerunkiem Pani Pompejańskiej. Jakież było nasze zdziwienie, gdy zauważyliśmy przechodzącego wśród tłumu wiernych arcybiskupa-prałata Pompejów Tommasa Caputo. Arcybiskup otoczony tłumem wiernych - ich błogosławił. Udało się też niektórym z naszych pielgrzymowiczów podejść do prałata. 




Był też czas na prywatną modlitwę. Każdy mógł podejść pod cudowny obraz. 











Po nawiedzeniu bazyliki, udaliśmy się na zasłużone cappuccino i miejscowe lody. Przeszliśmy również pod ogrodzenie ruin Pompei. Niestety aby i to miejsce zwiedzić potrzebny byłby dodatkowy czas wolny. Z drugiej zaś strony przejście się po ruinach jest bardzo wyczerpujące, szczególnie w tak upalny dzień jaki miał wówczas miejsce.


Przygotowania do podania cappuccino





Przeszliśmy do autokaru, kolejnym punktem na naszej pielgrzymkowej mapie był Neapol. Wielu ludzi się zachwyca tym miastem. Utarło się również powiedzenie: "zobaczyć Neapol i umrzeć". Może tak, ja jednak znam o wiele ładniejsze i bardziej zachwycające miejsca we Włoszech niż Neapol. Oczywiście jest to moje, prywatne zdanie. Jednakże chcieliśmy pokazać, będąc już obok Neapolu, chociaż skrawek tego miasta. Zaparkowaliśmy autokar w porcie i poszliśmy w stronę najbardziej rozpoznawalnego miejsca w Neapolu jakim jest katedra z słynnymi relikwiami krwi św. Januarego. Według tradycji jedna z pobożnych kobiet, która była przy egzekucji świętego, zebrała jego krew do flakonu. Do dnia dzisiejszego krew przetrzymywana jest w szklanym relikwiarzu umieszczonym na tyłach bocznego ołtarza. 


Port w Neapolu - w oddali dwa liniowce



Przechodząc przez ulice Neapolu natknąłem się na taki wystrój wystawowego okna. Już nie pamiętam co to było. Czy jakieś biuro czy restauracja. Niewątpliwie pełne uroku wystawowe miejsce z różnorodnymi kaktusami i nikt ich nie wyrwał. 



Zejście do metra w Neapolu - ciekawe płytki

Ulica w Neapolu

Czy w Neapolu kradną? Ciekawe zabezpieczenie auta.




Neapol jest także jedynym miastem we Włoszech, które nie lubiło Jana Pawła II. Dlaczego? Nie pytanie powinno brzmieć za co? Jak powszechnie wiadomo Włosi są w większości przesądni. Co raz mniej z nich wierzy w Boga, a coraz więcej w gusła i przesądy. Wierzą oni, że gdy krew w ampułce nie przemieni się ze stanu skupienia w ciecz to oznacza to katastrofę dla miasta i jego mieszkańców. I tak też się stało w 1979 roku, gdy Jan Paweł II przybył do Neapolu. Krew w jego rękach nie uległa przemienieniu. Tym samym Neapolitańczyków dotknęła panika przesądu. I jak to bywa nie było trzeba długo czekać aby przesąd stał się faktem. Już rok później nastąpiło trzęsienie ziemi. Od tego czasu mieszkańcy miasta nie mieli sympatii dla polskiego papieża. 





Niewątpliwie na uwagę zasługują najstarsze pizzerie we Włoszech mieszczące się właśnie tutaj, w stolicy pizzy - Neapolu. Niestety nie mieliśmy okazji spróbować ich kulinarnych wyczynów. Zbliżał się czas końca sjesty i wszyscy zamykali kramy aby na wieczór otworzyć na nowo. Nie dały nic prośby, no cóż jak to mówią dzieci, bez łachy. Taka informacja dla tych, którzy może kiedykolwiek tam jeszcze trafią, najpierw ustalcie cenę pizzy, a później zamawiajcie. Jak zobaczyliście w menu cen brak. Cena zależy od twarzy klienta :)





Poszliśmy dalej. Trochę zawiedzeni, może rozgoryczeni, a na pewno głodni. Wiadomo nie od dzisiaj, że Polak głodny to Polak zły. Jeżeli była to pielgrzymka to należało się modlić. I tak uczyniłem. Jeżeli Pan Jezus mógł nakarmić tłumy to co to dla Niego nakarmić pięćdziesiąt osób? W tym wszystkim jest potrzebna pokora. Nie że ja chce, tylko co Ty chcesz mój Panie. Mam zjeść bułkę i popić wodą - dobrze ale lepiej jak bym mógł nakarmić ich wszystkich czymś lepszym. Wówczas pielgrzymi mogli by odpocząć, posilić się, rozradować swoje serca. I tak idąc modliłem się. Taka rozmowa z Panem. W pewnej chwili spojrzałem w górę ulicy. Słabo widzę i blisko i daleko, tylko mnie coś tknęło aby pójść właśnie tą boczną ulicą w górę. tędy również można było dojść na plac przed katedrą. Poszliśmy. Jakie było zdziwienie gdy zobaczyliśmy pizzerię. 



Mała pizzeria, mało miejsca ale zagadałem. No cóż, taka sama sytuacja. Z Chęcią by nas nakarmił ale pizzer-man pojechał już do domu. Nic, podziękowałem i poszedłem dalej. Część pielgrzymów została aby chwile posiedzieć na ławeczkach przed pizzerią. Jakie było moje zdziwienie jak właściciel pizzerii zaczął wołać za mną abym się wrócił. Pierwsze pytanie to skąd jesteśmy i co tutaj robimy. Drugie już bardziej biznesowe ile nas jest i ile zamówimy pizz. Szybko podliczyliśmy zamówienie i okazało się że potrzebowaliśmy 28 pizz. Powiedział, że jak zamówimy 30 to dzwoni po pizzer-mana. O.K., dobiliśmy targu. Do tego jeszcze napój pielgrzyma z dużą zawartością witaminy "C", ustaliliśmy średnią cenę dla zestawu i zamówienie ruszyło. Nie dość, że udało nam się uzyskać dobrą cenę to lokal dziwnie się "rozrósł", Ponad lokalem, na piętrach były dodatkowe sale do konsumpcji. Z uśmiechem na twarzy, pieśnią na ustach czekaliśmy na jedzenie. 


Napój pielgrzyma :)
Pizza była wspaniała. Miejscówka świetna. Właściciel bardzo sympatyczny. Nie obyło się bez śpiewu na zakończenie dedykowanego całemu zespołowi pizzerii. Płacąc rachunek zauważyłem nad głową właściciela obraz Jezusa Miłosiernego - Jezu Ufam Tobie. I ta cała sytuacja wymagała tylko jednego słowa - Jezu ufam Tobie. Jezu ufam Tobie - to pokora i zawierzenie. Nie ja - tylko Ty. 
W słowach na pożegnanie podziękowałem za gościnę, życzyłem błogosławieństwa Miłosiernego i zaprosiłem do Polski. 

A kto to ? Przedszkolaki ... nie! Pielgrzymi!





Poszliśmy w stronę autokaru. Czas pobytu w Neapolu dobiegał do końca. Pielgrzymkowe siostry zakupiły jeszcze w promocyjnych cenach od mocno opalonych na włoskim słońcu mężczyzn torebki z wyprzedaży i pojechaliśmy na nocleg do Sorrento. Wieczór choć chodny był tak piękny, że mało kto chciał spać. Zjedliśmy obiadokolację i poszliśmy na spacer. Piękny to był wieczór w scenerii migotających świateł rozsianych małych punkcików Zatoki Neapolitańskiej. 


Proszę posmakować
12 dzień naszego pielgrzymowania

Dzień ten był przeznaczony na wypoczynek. Czy wypoczynkiem można chwalić Pana? Owszem, dlatego że wszystko co widzimy dookoła nie powstało tak sobie. We wszystkim jest "ręka" Stwórcy. To wszystko czym napawamy nasze oczy zostało stworzone dla nas. Dlatego ważne także jest dbanie o przyrodę, nasze otoczenie. Chrześcijanin jest również powołany do dbania i szanowania przyrody. Nie zaśmiecania, nie niszczenia. Stąd ten dwunasty dzień naszego pielgrzymowania również był pielgrzymką. Zwiedzaliśmy piękne miejsca i podziwialiśmy piękne widoki. We wszystkim chwaląc Pana.

Z Sorrento Mety jeżdżą małe miejskie autobusiki. Plan więc był taki, iż do portu jedziemy busikiem. Do busa wsiada 25 osób. Nas było prawie jeszcze raz tyle. Więc podzieliliśmy grupę na pół. Tak na wszelki wypadek, jakby kierowca nie chciał wziąć wszystkich. Jednak się udało. Wszyscy wsiedli do jednego busika. Jak sardynki w puszce na export ruszyliśmy krętymi ulicami miasta. Przejazd trwał około dwudziestu pięciu minut. Po drodze dosiadały jeszcze osoby. Sam byłem w szoku ilu ludzi może zabrać taki mały busik. 



Wysiedliśmy na głównym placu miasta i udaliśmy się do portu. Aby tam dotrzeć musieliśmy zejść w dół wąwozu po schodach.



Kilkadziesiąt metrów spaceru w dół, ku marinie. W porcie była chwila przerwy. Udałem się zakupić bilety na prom i pozostało tylko czekanie na prom. Udało się zrobić jeszcze kilka fotek, niektórzy weszli do portowych butików i tak minął czas w oczekiwaniu na prom.






Nasz prom punktualnie przybił do nabrzeża. Wpierw rozładunek i opuszczenie promu przez pasażerów.Później załadunek i zaproszenie nowych, oczekujących wypłynięcia osób. Prom wewnątrz przypominał duży samolot. Wygodne siedzenia rozmieszczone w kilku rzędach. Przepłynięcie na Capri zajęło nam czterdzieści minut.

Bilety na prom





W końcu dobiliśmy do portu Capri, do tzw. dużej mariny. Tutaj część osób udała się na statek, który opływając wyspę ukazywał jej piękno od strony zatoki. Drudzy zaś poszli na pobliską plaże. Czas wolny każdy wykorzystał tak jak miał ochotę.




Widok z plaży na Capri

Plaża na Capri

Zatoka Neapolitańska

Klif na Capri

Capri od strony dużej mariny

Skałka wulkaniczna w zatoce
Po chwili spędzonej na plaży, rzucaniu kamieni w stronę skałki wulkanicznej tak aby spadły na nią ruszyłem w kierunku centrum. Mieliśmy trzy możliwości aby dostać się do centrum: bus, kolejka i piechotą. Wybraliśmy kolejkę linową. Co prawda bilet kosztował sześć Euro ale cóż, za wygodę się płaci. Chętnych na wjazd do góry było sporo, więc odczekaliśmy chwilę. W końcu ruszyliśmy i po chwili znaleźliśmy się w samym centrum Capri. 


Kolejka linowa na Capri

Kolejka linowa na Capri - tunel z dolnej stacji

Kolejka linowa na Capri - gdzieś w połowie drogi

Można też busem

Kolejka linowa na Capri

Kolejka linowa na Capri

Centrum Capri 

Wysiadając z kolejki zobaczyliśmy w ogrodzie w dole Królową Pokoju z Medjugorie.



Spacerując po pięknych, wąskich uliczkach Capri zachwycaliśmy się ich urokiem. W mijanych sklepach ceny były raczej szokujące ale cóż, nie jest to miejsce wypoczynku dla osób o niskich dochodach. W jednym z butików napotkanym po drodze zauważyłem sukienkę, która kosztowała osiemset EUR`o. Piękne jest Capri. Białe elewacje domów odbijające kalejdoskopem kolorowych kwiatów, które swoim zapachem czyniły ulicę jeszcze bardziej urzekającą. Capri to także stolica ręcznego wyrobu obuwia. Sandały, klapki, mokasyny na każdej uliczce. Wszystko ręczna robota, skóra i sto procent włoskiego designu.

Widok z Capri na port

Designerskie schody na Capri
Buty dominują na Capri
Na Capri spotkaliśmy Polkę, która od piętnastu lat mieszka na tej pięknej wyspie. Opowiedziała nam kilka ciekawostek o mieszkańcach i samej wyspie. Dowiedzieliśmy się dlaczego na Capri jest aż tak drogo, Okazało się, iż jest to zamierzone. Chodzi o to aby nikt przypadkowy nie dostał się na wyspę. Ma być to miejsce dla ludzi, którzy mają już swoje lata, a co za tym idzie - pewną zawartość portfela. Ma być elegancko i spokojnie. Opowiadała nam, iż największe wrażenie robi po zmroku. Gdy wąskie uliczki rozbłysną stylowymi latarniami, a okoliczne bary napełnią się ludźmi. Wówczas jest tutaj najpiękniej i najbardziej romantycznie. No cóż, może kiedyś. 

Capri


Kościół na Capri jest niewielki, w jednej z bocznych kaplic znajdował się portret Św. Jana Pawła II. 








Oryginalne sklepowe witryny przyciągają wzrok

Kwiaty na Capri wylewają się z ogrodów

Wszystko zanurzone jest we kwiatach, zapach unosi się nad ulicami

Widok z jednego z kilku tarasów na Capri



Roślinność śródziemnomorska - Agawa


Na Capri architektura wtopiona jest w przyrodę


I Faraglioni

Widok z Klifu


I Faraglioni







Architektura cudownie komponowana w pejzaż


Wszędzie kwiaty


Widok z Dużego Portu

Odpływając z Capri


Wpływając do portu w Sorrento

Kaplica w porcie w Sorrento

Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Tak samo było i w tym przypadku. Uroczą wyspę Capri opuściliśmy popołudniową porą. Wszyscy zdążyli na czas, chociaż przez chwilę był stresik. Opuszczając Capri zrobiłem jeszcze kilka fotek. Schodząc w marinie w Sorrento zobaczyłem portową kaplicę, a że mieliśmy właśnie czas wolny który był przeznaczony na zwiedzanie i zakupy, to przez chwilę przyklęknąłem w kaplicy. Moją uwagę zwróciła figura Matki Bożej, która trzymała w ręku coś co przypominało kawałek pałki. Mam nadzieję, że Maryja się na mnie nie pogniewa, ponieważ nazwałem tą figurę jako Matkę Bożą od bejsbolistów. Po prostu takie miałem pierwsze skojarzenie. 

Główny plac w Sorrento

Czas wolny w Sorrento każdy spędził na swój sposób. Jedni kupili pamiątki, inni przeszli się wąskimi uliczkami, a jeszcze inni postanowili na piechotę dojść do hotelu. Wieczorem została odprawiona w znanym już nam kościele Msza Święta. Po Mszy Świętej wszyscy w procesji z obrazem Matki Bożej Pompejańskiej przeszli od kościoła do hotelu. Jakież było zdziwienie miejscowych. 








Fasada jednego z domów


Po Mszy Świętej zjedliśmy obiadokolację. Był to ostatni nasz wieczór w Sorrento. Pięknej miejscowości nad Zatoką Neapolitańską. To stąd pochodzi jeden z najbardziej znanych włoskich trunków - Limoncelo. To prawdziwe limoncelo ma zawsze w nazwie di Sorrento. Ulice Sorrento znane są z zapachu cytryn. Nawet mydło sprzedawane w okolicznych sklepach produkowane jest w formie cytryny i o intensywnym cytrynowym zapachu. 


13 dzień naszego pielgrzymowania

Czas pakowania, czas pożegnania. Zrobiłem ostatnie zdjęcie z hotelowego okna na dachy Sorrento Meta. Zjedliśmy śniadanie, zapakowaliśmy bagaże do autokaru i pojechaliśmy w stronę granicy włosko-austriackiej. Tego dnia zrobiliśmy kilkaset kilometrów. Przejechaliśmy wzdłuż zachodniej strony włoskiego "buta" - Autostradą Słońca. Zawsze przejazdy są męczące ale jest to także czas dla wspólnej integracji, wymiany doświadczeń, katechezy czy tez podzielenia się świadectwem. W tym miejscu pragnę jeszcze raz podziękować wszystkim tym, którzy podzielili się świadectwem z tego wyjazdu. Zawsze świadectwo drugiego człowieka umacnia w wierze. Często jest tak, iż w tej chwili mogłem niczego nie doświadczyć ale za miesiąc, pół roku, doświadczenie tego pielgrzymowania przyniesie w naszym życiu konkretny owoc. Jeżeli tak jest, to warto także podejść do mikrofonu i o tym powiedzieć. 

Świadectwo jest przede wszystkim modlitwą dziękczynienia i o tym należy zawsze pamiętać. 






Wieczorem zajechaliśmy do Kufstein. Siostry jak zawsze czekały z obiadokolacją. Wieczorem została odprawiona Msza Święta, a po niej Adoracja Najświętszego Sakramentu. Dziękuje Wam, pomimo Waszego zmęczenia, za obecność. 

14 dzień naszego pielgrzymowania

Wczesnym ranem była pobudka. Niestety, życie pielgrzyma nie jest dla śpiochów. Pamiętam jak pielgrzymowałem słynnym szlakiem św. Jakuba z Leonu do Santiago di Compostela. Podczas całego pielgrzymowania wstawało się bardzo wcześnie. Już przed szóstą rano, gdy dookoła było jeszcze ciemno, już się maszerowało. W naszym przypadku nie było trzeba maszerować ale wstać jak najbardziej. 

Rano została odprawiona Msza Święta. Później zjedliśmy śniadanie, spakowaliśmy bagaże, pożegnaliśmy się z jak zawsze uśmiechniętymi siostrami i wyjechaliśmy w drogę.  Czas mijał nam na modlitwie, konferencjach i śpiewie. Dzięki ks. Waldkowi nie tylko śpiewaliśmy pobożne pieśni ale również biesiadne. Pomimo zmęczenia, myślę że wszyscy, radośnie dojechali na miejsce. Kolejna wspólna pielgrzymka dobiegła do końca. Czy będą następne? Nie wiem, czas pokaże. Prosimy o Waszą modlitwę. Wasza modlitwa jest jedyną naszą zapłatą. 

Dojechaliśmy do Swarzewa po północy. Wszyscy zmęczeni ale radośni. Ksiądz Waldemar zjechał na swoją parafię około czwartej nad ranem ale to już inna historia. Jak mówi wykąpał się, wypił kawę i poszedł do szkoły do swoich uczniów. 

Dziękuje wszystkim za Waszą troskę jeden o drugiego, za chrześcijańskie braterstwo, pomoc i zrozumienie. Za to że nie marudziliście i byliście punktualni. Za to że byliśmy razem. Bóg zapłać!

Tytułem zakończenia:

Prosimy o modlitwę w intencji projektu "Mary`s way". Już za rok, na stu lecie objawień w Fatimie chcemy pielgrzymować w intencjach Maryi z Fatimy do Santiago. Całą trasę pokonamy na nogach. Ma to być nie tylko pielgrzymka osobista ale także Nowa Ewangelizacja. W ten sposób chcemy odpowiedzieć na wezwanie Maryi. Wierzymy gorąco, że jeżeli przyjdzie zwycięstwo to przyjdzie przez Maryję. Nie ma przypadków. To co dzieję się dookoła, okrągłe rocznice które nas czekają w przyszłym roku oraz Fatima, nie jest przypadkowe. Jeżeli chcesz nas wspomóc to wiesz jak do nas dotrzeć. Każda pomoc jest na wagę złota. Będziemy potrzebowali przede wszystkim modlitwy, finansów oraz obrazków, koszulek i innych rzeczy ewangelizacyjnych. 

Przepraszam za błędy stylistyczne jeżeli takie są w powyższym tekście. Każda pielgrzymka jest również dla mnie osobistym przeżyciem. Chcę przekazać własne odczucia, a to czasami powoduje włączenie się emocji. 

Prawa do zdjęć zastrzeżone.